Żegnajcie

Cyc Gada

zegnajcie

Kończąc kilkuletnią przygodę z Cycem Gada składamy podziękowania autorom, czytelnikom i tym wszystkim, bez których dzisiejszy zamęt, race, życzenia nie byłyby tym, czym będą. Do zobaczenia.

Kamera przemysłowa

Cezary Domarus

Piotr Janicki: Witaj Czarku. Może żeby zawiązać naszą rozmowę, to wkleisz tutey najpierw swoją najnowszą powieść w takim stanie, w jakim ją masz dziś? Masz?
O ile to nie jest jakaś tajemnica…

Cezary Domarus: Witaj Piotrze. Ależ nie ma żadnej powieści. Słowo. Dwa słowa. Słów ile chcesz! Nie ma żadnej powieści w jakimkolwiek stanie.

PJ: Jestem zdruzgotany! Należę (2.) do takich czytelników, i (1.) do tych miłośników Twoich powieści, którzy żyją w przeświadczeniu, że ym (pozdrawiam Grochów!) jesteś winien albo (1.) nową powieść, albo (2.) Caligari Express II albo Istoty II i gotów jestem nawet do anarchistycznego gestu: otóż buntuję się i nie przeczytam powieści, których nie napisałeś!
Słuchaj, to koniec twoich dłuższych próz? Czy to w ogóle zaniechanie intencjonalne, czy może twoja lira odmawia wypraw, które z czasem uznała za dalsze, no i zakładając, że do wierszy czy muzyki wystarczy — z grubsza i jakby co to nie chcę źle mówić o poetach czy muzykach — bieżnia? Albo wybrałeś trzecią drogę? Jaką? Naprawdę nie daje mi to spokoju.

CD: Otóż droga jest, może nawet czwarta. Po prostu nastąpiła długa, „wyczerpująca” przerwa. Uważam, że np. dwadzieścia lat przerwy w pisaniu prozy jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a przynajmniej nie powinno zaszkodzić (niestety, nie potrafię tego poprzeć przykładami, więc może całe to myślenie o „czystości prozaicznej” pochodzi ze snu?). Lecz chyba najwłaściwsza odpowiedź jest — jak to bywa w podobnych przypadkach — niezwykle banalna: jest nią brak czasu na pisanie prozy. Żeby pisać poezję nie potrzebuję jakichś specjalnych czasowych przestrzeni, wszystko odbywa się w szczelinkach między jednym a drugim zdarzeniem, drugim a trzecim incydentem, itp. W przypadku prozy odczuwam potrzebę czasowej izolacji, przynajmniej od niektórych fenomenów rzeczywistości. I trochę tego żałuję, bo czasem mózgownica wyświetla jakiś pomysł czy dynamiczny hologram, za którymi może warto by było pognać, ale wiem, że z koncentracji nici, więc z miejsca pasuję.
Z drugiej strony być może całe to tłumaczenie się brakiem czasu jest zwyczajną asekuracją, zasłaniającą jakąś inną motywację, którą mogłoby być, na przykład, pragnienie należytego rozwiązania — wreszcie — jakiegoś własnego problemu, które możliwe jest raczej przy pomocy pracy poezjotwórczej? Takie to lawiranctwa przychodzą mi do głowy. A może za rogiem ulicy czyha też inne wytłumaczenie, którego udaję, że nie widzę, kiedy się mijamy — mianowicie takie, że nie wiem, w jakim kierunku z tą prozą pójść! Teraz to już zdaje się wykonałem całkiem pokrętny slalom autoegzegetyczny.

(Czytaj dalej…)

Zwrotki (II)

Cezary Domarus

1
Dałam się napisać, bo to podnosi
moją wartość na rynku. Kto powiedział,
że dam radę stanąć ponad prawem
brandu i marketingu? Moje życie
będzie komentarzem uwolnionym
od powinności bycia ze mną
w ścisłej komunii, a także chmurą
zdrad ponad moim ciałem, skądinąd
płaskim jak chęć zwykłego przetrwania.

(Czytaj dalej…)

Poezja

Tomek Grobelski

Poezja, wino, ogień i maki.

Dobre ręce

Dominik Bielicki

          Chciałbym pogadać ze swoją dentystką. Ale to niemożliwe. Jestem z tych pacjentów, którzy nie lubią nawijać z ligniną w ustach. A już po zejściu z fotela jakoś nigdy nie mogę zebrać myśli. Miałem jej tyle do powiedzenia. I jedno drugie jakby zdusiło. Rzucam tylko w drodze do wyjścia:
          — Moje zęby to chyba kopalnia przypadków?
          — Nie jest tak źle.
          Dentystki ładnie się uśmiechają. Ta szczególnie.
          Wsiadam w tramwaj i jadę pół godziny, dokładnie tyle, ile nie wolno mi pić napojów kolorowych. Celem jest Plastuś, knajpka o charakterze półsąsiedzkim, która swym niepretensjonalnym klimatem i długimi godzinami otwarcia zdobyła swego czasu szerszą popularność. Kiedyś, nim jeszcze ludzie dorobili się mieszkaniowych kredytów, każda dzielnica miała przynajmniej jedną taką knajpkę. Plastuś jakimś cudem się ostał.
          I od razu w tym kiszkowatym pomieszczeniu za wejściem, przekrzywia się w moją stronę stary znajomy, Aleksy.
          — Witaj, przyjacielu! Poznaj moją byłą. Monika.
          Dziewczyna obraca się na krześle.
          — Monika — powtarza.
          Potrząsamy sobie zamaszyście dłońmi. Dziewczyna jest drobna i energiczna jak małpka.
          — Miło mi. Chociaż nie wiem… Smutno…
          Muszę ich niestety przeprosić, bo jestem umówiony. W głębi jest druga sala o bardziej znośnych gabarytach. Iza już czeka przy stoliku pod ścianą.
          — Cześć. Wezmę tylko piwko.
          Prawie jej nie znam. Starsza siostra. Tak na nią mówiono, bo była starszą siostrą. I zawsze miała chłopaka. Nigdy nie wiem, czy przy barze istnieje kolejka. Przysłała mi dziś maila; jego tytuł

szczeniaczki spanielki w twoje dobre ręce

(Czytaj dalej…)

Tomaž Šalamun — Stamtąd

MLB

Koń Leonarda

Zapadasz się w kołdry, prześcieradła, nocne cukierki? A co z
Sawą? Płynie jeszcze? Jesteś rozbrykany wśród okiennic? Zdjąć mu
kieckę. Dawny sen urzeczywistnił się. I obracać rybę na

oznakach święta ugody. Korona cierniowa ze złotego drutu. Kto
nie przebija tafli wodnej, świerszcz czy mrówka? Modliszka tonie
jak ciężki szczur. Tylko ryjek błyska. I koniś

rusałki. Nie przebija wody. I w mroku, nawet nie widząc,
wciąż wierzy w elastykę. Zebrać wodę w ciup? Czy tak się
da? Narysować górę, całkiem dziurawą, jak w niej

skwierczy strudel? Zrobić wielką wannę z trawertynu? Mułem
zagipsować dyszę sił teledynamicznych? Wszystko to
się da. Da się nastroić serce. Konie — siedemset

trzynaście — da się unieść nad deski, żeby z powietrza
opuszczały gielet i pistacje — twarde figi i miękkie — mieć
różne odbicia i imiona, czekać, świetlić deszczyk, miejsce.

(Czytaj dalej…)

Darek Foks — „Sto najlepszych polskich reklam i jedna niemiecka”

Cyc Gada

foks_sto

Przysłowiowe są już te krzaki Foksa i dlatego, mili moi, Darka, Darka Foksa, autora tłumaczonego na języki1, należy czytać fragmentami, wcale nie kłopocząc się o całość, całość, która, dodajmy, istnieje jedynie na papierze, raczej, i raczej jako hipostaza. Dziękuję.

Bardzo dziękuję.

tg

(Czytaj dalej…)

Nazar Honczar — Każdy papierek

Aneta Kamińska

[za język]

pociągam siebie za język
pociągam
pozawijam
wszystkie rzeczy
wszystkie
w papierek
pozawijam
ponazywam
każdy papierek
swoim imieniem
popodpisuję
język — nazaryk
papierek — nazarek

(Czytaj dalej…)

Zapis

Nazar Honczar

[Rozmowę nagrano w maju 2007 w kawiarni przy Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Zaczęliśmy rozmawiać nt. niedawnej promocji numeru „Literatury na Świecie” poświęconego poezji konkretnej (11-12/06), podczas której Nazar stemplował egzemplarze pisma swoją „pieczątką”; teraz żartobliwie komentuje brak jego wierszy w numerze:]

Nazar Honczar: …ponieważ w spisie treści mnie nie było… to: dlaczego mnie tam nie ma? [wspólny śmiech] Ale zgubiłem jeszcze jakiś taki wykład, trochę teorii na…

Piotr Janicki: …torach

NH: …na temat mojej praktyki.

PJ: Jakiej teorii?

NH: No, poezji konkretnej.

PJ: Aha aha. Ale był ktoś, jakiś Ukrainiec w tym numerze, czy nie? [NH poprawia długopisem wiersz w książce na stole, następnie maluje kwiat na bazie plamki kawy] Nazar Honczar poprawia swój wiersz w antologii wydanej przez Biuro Literackie…1

NH: …to jakaś drukarska taka usterka chyba.

PJ: Ale napiszesz po polsku słowo? [po chwili] „Bawisz” zamiast „kochasz”.

Rafał Wawrzyńczyk: Jest znacząca różnica.

(Czytaj dalej…)

Ticha

Piotr Janicki

Robot do robota:

Było paru takich
i którzy mówili,
że nie wiemy
i czy śnimy,
czy to sen, i to pod wieloma względami
(właściwie pod każdym),
te lepione z plasteliny kukiełki,
które potem możemy nazwać jak chcemy,
na przykład Heleną Trojańską
albo Zakościelnym Stalowowolskim.
Dużo zależy od
że tak powiem
suchej pierdziawicy,
tj. od tego czy súcha pierdziáwica
jest Pańską sprawą czy nie jest.

(Czytaj dalej…)