Cezary Domarus
1
Dałam się napisać, bo to podnosi
moją wartość na rynku. Kto powiedział,
że dam radę stanąć ponad prawem
brandu i marketingu? Moje życie
będzie komentarzem uwolnionym
od powinności bycia ze mną
w ścisłej komunii, a także chmurą
zdrad ponad moim ciałem, skądinąd
płaskim jak chęć zwykłego przetrwania.
(Czytaj dalej…)
Tomek Grobelski
Poezja, wino, ogień i maki.
Dominik Bielicki
Chciałbym pogadać ze swoją dentystką. Ale to niemożliwe. Jestem z tych pacjentów, którzy nie lubią nawijać z ligniną w ustach. A już po zejściu z fotela jakoś nigdy nie mogę zebrać myśli. Miałem jej tyle do powiedzenia. I jedno drugie jakby zdusiło. Rzucam tylko w drodze do wyjścia:
– Moje zęby to chyba kopalnia przypadków?
– Nie jest tak źle.
Dentystki ładnie się uśmiechają. Ta szczególnie.
Wsiadam w tramwaj i jadę pół godziny, dokładnie tyle, ile nie wolno mi pić napojów kolorowych. Celem jest Plastuś, knajpka o charakterze półsąsiedzkim, która swym niepretensjonalnym klimatem i długimi godzinami otwarcia zdobyła swego czasu szerszą popularność. Kiedyś, nim jeszcze ludzie dorobili się mieszkaniowych kredytów, każda dzielnica miała przynajmniej jedną taką knajpkę. Plastuś jakimś cudem się ostał.
I od razu w tym kiszkowatym pomieszczeniu za wejściem, przekrzywia się w moją stronę stary znajomy, Aleksy.
– Witaj, przyjacielu! Poznaj moją byłą. Monika.
Dziewczyna obraca się na krześle.
– Monika — powtarza.
Potrząsamy sobie zamaszyście dłońmi. Dziewczyna jest drobna i energiczna jak małpka.
– Miło mi. Chociaż nie wiem… Smutno…
Muszę ich niestety przeprosić, bo jestem umówiony. W głębi jest druga sala o bardziej znośnych gabarytach. Iza już czeka przy stoliku pod ścianą.
– Cześć. Wezmę tylko piwko.
Prawie jej nie znam. Starsza siostra. Tak na nią mówiono, bo była starszą siostrą. I zawsze miała chłopaka. Nigdy nie wiem, czy przy barze istnieje kolejka. Przysłała mi dziś maila; jego tytuł
szczeniaczki spanielki w twoje dobre ręce
(Czytaj dalej…)
Piotr Janicki
Robot do robota:
Było paru takich
i którzy mówili,
że nie wiemy
i czy śnimy,
czy to sen, i to pod wieloma względami
(właściwie pod każdym),
te lepione z plasteliny kukiełki,
które potem możemy nazwać jak chcemy,
na przykład Heleną Trojańską
albo Zakościelnym Stalowowolskim.
Dużo zależy od
że tak powiem
suchej pierdziawicy,
tj. od tego czy súcha pierdziáwica
jest Pańską sprawą czy nie jest.
(Czytaj dalej…)
Rafał Wawrzyńczyk
Wiele linijek rozjeżdżało się na małym ekranie, a taki posiadam — stąd plik. Zdjęcia telefoniczne: Ula Wawrzyńczyk.
Radosław Tereszczuk
mózg nie boli
bo nie ma w nim receptorów bólowych
trochę trudno mi się mówi
proszę zmniejszyć przepływ prądu. A teraz?
teraz dobrze
(Czytaj dalej…)
Maciej Woźniak
Janowiec
Ugryzione pół baszty, nie przez Szwedów czy innych
Moskali, tylko przez miejscowych szabrujących kamienie,
sterczy niby tektura w filmowych dekoracjach
nad łąkami i drogą na prom, transfokacja
odsuwa zamek w zakurzone błękitem istnienie.
Skoszone siano słońca. Nie ma dnia ani godziny.
(Czytaj dalej…)
Jan Riesenkampf
***
Pyłki na wietrze wirują (wirują),
nad mgłami pod pyłkami
i innymi pyłkami
i innymi miastami
i tak
ludzie
coraz mniej
lecz czasem myśl swą
puszczają
do góry
za pyłkami w ślad
coraz rzadziej
i tak
ja akurat — stara szkoła — do dzisiaj patrząc wzwyż
powtarzam
bushu bushu spuść ta bania
dobry jesteś ze spuszczania
(Czytaj dalej…)
Piotr Janicki
***1
Są takie dni, że warczę.
Potem przymierzałem w sklepie koszulę.
Twarz starego Pavla Brycza
niczym nie różniła się od twarzy Indiańca
(są jeszcze Kitajcy).
Jakiś czas
po obejrzeniu życia gwiazd
przestało mi być do śmiechu.
Na poparcie tych słów składnię
niniejszych dystychów
prosto od mnichów
przedkładam: Jakiś czas
po obejrzeniu życia gwiazd
porwano człowieka
i nie mógł z rana wyskoczyć po mleko.
Lampa jest balonikiem
a czaszka sedesem.
Można mówić takie rzeczy
wcale tak o nich nie myśląc.
Kiedy jest mi smutno,
fikam koziołki. Dla tych,
którzy nie lubią czytać moich wierszy,
podobne słowa mogą być niezrozumiałe.
(Czytaj dalej…)
Justyna Bargielska
Projekt wymiany ramek we wszystkich obrazkach
W długi letni dzień kosiarki mogą pracować od rana do nocy.
Możesz się budzić i zasypiać przy ich warkocie,
przy opowieści, której nie rozumiesz, ale kiedyś w końcu musisz
wyjść do tego zjawiska. I wtedy żegnaj, cudny świecie,
w którym cukierek anyżowy jest lubieżny przez zawartość
litery żet.
Odtąd przydzielone ci niesiesz sam, nie zmieniając się, bo z kim.
Znienacka pojawiające się motyle lub tęcze
bierzesz za to, czym naprawdę są — zapowiedź nagłej śmierci,
twojej i twoich na wiele pokoleń we wszystkie możliwe strony.
(Czytaj dalej…)