
Rafał Wawrzyńczyk: Andrzeju, chodzi chyba o to, że linearna perspektywa, jaką znamy i jaką się posługujemy (zupełnie jakbyśmy to my malowali te wszystkie obrazy), nie jest wg Panofsky’ego najdoskonalszym odbiciem świata, jaki postrzegamy, a czymś w rodzaju artystycznej czy nawet światopoglądowej konwencji, przyjętej przez naszą kulturę, w dodatku nie do końca odpowiadającej temu „jak widzimy naprawdę”, bo oko, jak twierdzi się w tej napisanej w 1924 r. rozprawie, z racji swego kształtu postrzega wg perspektywy krzywoliniowej. Którą to rzekomo mieli posługiwać się starożytni Grecy. No właśnie: mnóstwo tu mocnych tez, których dowody zwietrzały z biegiem czasu, tytułowe pojęcie „formy symbolicznej” pojawia się w tekście bodaj raz (!) i nie jest wyjaśnione, a język dziełka jest tak niejasny, że z ustaleniem, co miał w niektórych miejscach Panofsky na myśli, mają problemy nawet specjaliści. Skąd więc atrakcyjność pozycji? Debata wokół tej króciutkiej książeczki (40 stron + 100 stron przypisów) toczy się, jak informuje posłowie, przez cały wiek XX.
Andrzej Szpindler: Zdjęcia lub kasetony. Książeczka ta rzeczywiście może wprawić w konsternację, kiedy w dobie przelevelowanej ląduje na biurku obudowana tak przestrzennie rozpamiętaną, izolacyjną masą. Już same tylko zawiłości stylu/ekspresji unaoczniają szerszy od dyskursu kontekst problematu perspektywy. Raz, że w intencji ciągłego wprowadzania się perspektywy nie musi wcale tkwić nasuwana przez oczy mimetyczna pożądliwość, kiedy wrażenie głębi znaczy medium (widzenie oczami języka, a i widzenie oczami obrazów?), relacje różnic (dodawanie, odejmowanie, dzielenie itd.). Dwa: (w poprzek spiętrzenia opisu) niewypowiedziana treściwość tkwi w relacjach a budzi do powiadania (oto kolejny widz podpisuje się pod obecnością obrazu), prowokuje rozmnożenie (przypisów, metafor, epitetów nacechowanych estetyczną pojedynczością) i stąd może elektryczność, że audiowizualny krytyk wynotuje błąd, ale ikonologiczny rentgen w środku tekstu nadal tkwić będzie wycelowany w siedziby wiekowych połączeń.
RW: Tak. Jeśli nawet wiezie się tu nas po dotkliwych wertepach, to otwierające się za zakrętem widoki wynagradzają te trudy sowicie. Jest u Panofsky’ego nieustanna gotowość do efektownego uogólnienia, czy może odsłonięcia szerszego fundamentu sprawy, o której właśnie mowa, trochę jak w tej zabawce, gdzie jeden krążek leży na drugim o większej średnicy, ten na jeszcze większym i tak dalej. Analizując na rysunku rodem ze szkolnej geometrii jakąś własność ludzkiego widzenia, oznajmia „To wrażenie można tłumaczyć tylko tym, że świadomość ma »tendencję do stałości«”. Kantyzm żeni się tu z historią sztuki, geometrię z psychologią. A wnioski tego raczej nigdy same nie przyszłyby nam do głowy.
(Czytaj dalej…)