Agnieszka Kłos
Na przestrzeni kilku linijek opowiadania „Kazanie do psów” Agnieszki Kłos znajdują się najmniej cztery — patrząc z perspektywy korektora — sporne miejsca.
Jeśliby zamykający naszą propozycję niedługi wiersz „Zmiana warty” pozbawić wersyfikacji, miejsc tych byłyby dziesiątki.
pj
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
W piękne dni końca świata, gdzieś w Europie Środka,
w epoce późnych śniadań, przemądrzałych skrzynek
i piejących słuchawek, w krainie blondynek
najpiękniejszych na świecie (koniec pierwszej zwrotki)
…suspensja! Wysoce zagadkowe zagajenie! Enigma i abrakadabra! Drżenie, wstrząs i tuberkuliczny miazmat! Poprowadź wiersz dalej, bo inaczej nigdy nie wróci do domu…
Agnieszka Wolny-Hamkało
telefon
Biegnie. Biedronki jak kauczuk
skaczą wokół stóp.
Nikt nie wie, że biegnie zadzwonić.
Specjalnie wychodzi z domu (ubrała się ładnie).
Sąsiadki mówią jakaś rozjaśniona mówią
może w ciąży. Całe miasto patrzy.
Ułożyła sobie wszystko
słowo po słowie, dokładnie.
Kiedy dogoni go sygnał,
będzie siadał do kolacji.
Zbity z tropu,
ze specjalnością żony na widelcu.
(Czytaj dalej…)
Robert Rybicki
Ścianki sylab.
Pomarańczowy motyl wsuwa trąbkę
do nabrzmiałego żółtego kwiatu.
Kukułka wysyła długi, przerywany sygnał.
Psi pożółkły szkielet obok muchomorów.
Niebieski chrabąszcz zobaczył liczby bez wymiarów.
Czy mógłbyś jasno określić istotę bytu, please?
Na pocieszenie zostają mutacje bólu.
Zwielokrotniona jest perkusja serca.
Dziecko, ćwiartowane wahaniem, biegnie jednak.
Snop świadomości pada jak punktowiec
na górnika, który wybrnął z podziemi.
Doszedłem
do Wiednia i twardy dysk zasnął na wieki.
Oglądam wydrylowane mózgi.
Wkrótce przydrepta hydraulik i przekręci zawór.
To będzie jak uderzenie pioruna w gazetkę szkolną.
Dookoła dyskoteki chodzi zrozpaczony towar.
Ze wzgórza zaobserwować się da
ofensywę wiernych i ich klekot myśli.
Pan Jessus i jego dwunastu dealerów.
Doznałem mroku i nagle rozpadły
się luźno sklejone elementy twarzy.
I rozsypała się jak bierki bomba
atomowa mego mózgu. W cylindrze
tłok pracował miarowo, jak metronom.
To jest jak uderzenie kijem
w poręcz na klatce schodowej.
Usiądźmy na brzegu tańca.
Chętnie p r z y j a r a ł b y m z Wami,
ale wiem, że boicie się policji i państwa.
Batalion Alzenheimera idzie na spacer.
Dobrze im tak na marginesie losu.
Ktoś mówił, że pamięć zakreśla granice tożsamości.
Co na to Batalion Alzenheimera?
Bo
moim ideałem jest ślepy czytelnik
na bezludnej wyspie wielkości biurka.
Czuję się jak część zamienna
w kole zamachowym świata.
Pan zgubił fletnię i powstało t e c h n o.
(Czytaj dalej…)
Dominik Bielicki
ekspedientki
Tak zazdrościmy ekspedientkom,
jakby to był rodzaj temperamentu lub styl życia.
Wydawać resztę, stukać w miękkie klawisze,
czasem rozwinąć zmięty banknot, robić
jedną jedyną rzecz w dobrze oświetlonym sklepie.
Jakby sklep nigdy nie miał kłopotów,
ani nie było kilku pilnych faktur na zapleczu.
Na kartonach z towarem metkownica, nóż.
Stoją ekspedientki niewzruszone ceną
piwa made in Slovenia czy barwą demi sec.
Cała ich praca domowa to wstać na jutro.
Gdy jest gorąco, lodówka ma ograniczoną pojemność.
Odchodzisz dzwoniąc w kieszeni niepotrzebną końcówką,
schować się w cieniu za swoją chłodną butelką.
Zostają w świetle ekspedientki. Robią pfff!
(Czytaj dalej…)
prof. dr hab. Jakub Zofia Oscypek
(…) Myśl moja zawsze funkcjonowała jako oddziały pięcio- lub dziesięciozadaniowe. Dzięki zabiegom bazy emocjonalnej i przy wsparciu intelektu zaczynałem dostrzegać jasne punkty w mojej świadomości a następnie zawiązywały się między nimi silne związki, rodzaje przyjaźni.
(Czytaj dalej…)
Franek Wygoda
Jedną z niewielu przyjemności pisania
jest myśl o swojej książce w rękach życzliwej
i inteligentnej osoby. Nie pamiętam co teraz inni.
Ale właśnie zauważyłem, że to mój prywatny
Narodowy Dzień Nienawiści do Samego Siebie i Chcenia Umrzeć
(co znaczy, że jutro będę kochał życie
i chciał żyć wiecznie). Prognoza mówi
o zimnej nocy w Bostonie przez całe rano
i popołudnie. Mówią
że jutro będzie tak samo jak dziś
tylko inaczej. Jestem na cmentarzu
na skraju miasta, jak tu trafiłem?
Wróbel podskakuje o swych małych kulach, mówi
Jestem Federico Garcia Lorca
zmartwychwstały —
literatura przegra, słońce zwycięży, nie przejmuj się.
(Czytaj dalej…)
Piotr Janicki
Dwa brzdęki
Smutku nie czekaj,
już postaw nas na dnie nocy
albo zanieś na obrzeża nocy,
gdzie jest mniej więcej podobnie,
doświadczenie mości kuper na harfie wieczności
i nie jest znowu takie niepoważne uczucie senności.
Och, to co się przydarzyło pewnego maja na jeziorze
zstępuje w swój przesadny sposób:
motyl jest taki ładny,
ptaki widoczne z daleka,
jeśli wydymają żółte brzuszki
a my płyniemy wystarczająco wolno.
(Czytaj dalej…)
Marta Podgórnik
Dla Marcina Sendeckiego
Zgadywałam: chcesz jechać tym o osiemnastej,
Pojedziesz tym o dwudziestej trzeciej zero dwa.
Ten raz pojedź gdzie indziej. Tygodnik i tak
czy owak wyjdzie, pewnie w wielką środę, a tu:
same cuda: pani bez serca przy ladzie, i pan
z nabitą bronią. Krew się leje. Flesze robią „pssst”
Już późno, więc na dworzec weźmie cię taksówka.
Przeżyliśmy, prawda? Po latach, gdy na szrocie
zatańczy taksówka, ucichną nasze sprawy. Na razie
się sprawdza archaiczny rozkład jazdy z Tygodnika
W szewski poniedziałek mam chusteczkę haftowaną
Co ma cztery rogi. Oparta o piorunochron,
Wplątana w tę całą zamieć śnieżną niechcący, dławię
się w końcu sobą i wyciągam nogi na tapczanie z Ikei
na ile mi starczy siły wiary cytatów
Brodzę w kopnym śniegu nim flesze zrobią „pssst”
Wystawiam to sobie chora ze śmiechu, nad
Otwartym szybem, liczy się rytm a rzeczywistość jest
muzą i faktycznie ładna Stemple nie puściły.
Nie wierzysz? Modre lampki płoną na torcie, krew się
leje, flesze robią „pssst”, zapałki nie zamokły
gaz rozwesela A taksóweczka tańczy; prawie to widzę.