Grzegorz Wróblewski — „Pomieszczenia i ogrody”
Cyc Gada
Jednym z powodów, dla których jestem zagorzałym wielbicielem poezji Grzegorza Wróblewskiego, jest obezwładniający, rozśmieszający i zatrważający sposób użycia wielokropka. „Niech pierwszy wyciągnie miecz…” zawieszał głos już w debiutanckiej Ciamkowatości życia, wpędzając — mnie przynajmniej, który do książki dotarłem po latach — w stan, który najchętniej nazwałbym musującą próżnią wywołaną brakiem dowcipu (fr. pointe ’szpic; ostrze; dowcip’, oho!), pochyłym cyrkiem neurozy, czy jakoś tak. W Pomieszczeniach i ogrodach wielokropek ustępuje miejsca kropce, co oczywiście nie musiałoby o niczym świadczyć, ale tak się akurat ułożyły sprawy, że świadczy — tom jest refleksyjny i wyciszony, w oszczędny sposób mówi się nam, że po wodach powszedniego absurdu można tylko płynąć i płynąć; całości dopełnia ilustrowane bestiarium Teodora Boka. „Czuję niepokój…”, taki SMS dostałem kiedyś od mojego przyjaciela, co przypomniało mi się właśnie z ww. powodów.
r
Guido Guinizzelli — ***(Wściekła starucho…)
Maciej Froński
Wściekła starucho, niech cię porwie wicher,
Niechaj cię piorun na dwoje rozorze,
Gdzieżeś się skryła, do ciężkiego licha,
Że ukatrupić cię burza nie może?
Niechaj na ciebie niebo ześle trwogę,
Niechaj na głowie wiatr ci się rozściele,
Gdybyś umarła, miałbym, rzec to mogę,
Choćbym i nie miał nic więcej, wesele.
Czemu nie krzyczy sęp, ni kruk, ni kania,
Poddane Bogu, co cię im oddaje?
Wszak wiedzą, że się staniesz ich udziałem.
Lecz z takim twardym, ropiejącym ciałem
W żołądkach u nich nie wywołasz ssania
I to twej śmierci na przeszkodzie staje.
Drum’n’Ass
MLB
Równowaga sił
Czy to nie ty byłeś moim zuchem, zabijako
groźnie gestykulujący pod dyskoteką „Equinox”?
Nie dostaniesz mojej komórki, jest stara i obłazi z niej
guma. A jeszcze: nas jest trójka, a wy sami tylko we trzech.
Skończy się na żartach niejasno podszytych
przemocą i przypaleniem komuś przez kogoś
papierosa.
W drodze do Białegostoku i w drodze do Warszawy
Piotr Janicki
Sny
Zjawia się w drzwiach, u szyi telenta się kiełbasa,
albo prowadzi przed sobą rower
nażarty ogniem i wodą
w drodze przez tamten świat.
Pokazuje nas palcem:
ty Klapaus,
ty Gwineus,
ty Gladaus
żeby było jak przed wojną w Grodnie
a w niedzielę staje w oknie
na wprost bażanta i woła: śniło się…!
i nagle go nie ma, stoją dwa bloki, za blokami kolej.
Sen bez sensu
Marek Pietraszczyk
Cizia w czerwonych kozaczkach, nie kocha:
„twoje serce nie należy do mnie”.
Jej język prowadził politykę zniewagi.
Otwarłaś granice, ale chciałbym, żebyś wiedziała,
że kiedy będę przeciskał się przez kordony półek,
między budweiserem a hot potatoes
i sięgnę do portfela po 100 dolarów,
będzie mi ciebie naprawdę brakować.
Przyśni mi się śnieg i brzozowe lasy.
Szczepan Kopyt — „[yass]”/„Możesz czuć się bezpiecznie”
Cyc Gada

Nauka, jaka płynie z ogromnego apetytu Szczepana Kopyta, jest następująca: jeżeli jeść odpowiednio żarłocznie, rytmicznie i konkretnie, to nasycić się można czymokolwiek, i to tak, że dla przyglądającej (przyczytującej?) się osoby jeszcze zostanie. Są wiersze, w których od pewnego momentu zupełnie nie ma znaczenia, „co” autor stara się nam zaserwować, a cały przekaz zaczyna biec innymi, rimbaudowskimi kanałami, gdzie liczy się smak, zapach, kolory i to, jak jarmuż układa się na wydmie ryżu. Wiele takich wierszy napisał Tomaž Šalamun, parę Szczepan Kopyt. Jeśli o mnie chodzi, również lubię jeść.
r
Co teraz mamy?
Mariusz Grzebalski
Mamy bezprzykładną noc
niekończącej się samotności.
To dziwne, biorąc pod uwagę,
że żyje się wśród ludzi.
A może wcale nie?
Ludzie wchodzą do sauny i coś mówią.
Ich świat jest daleki i obcy.
Tyle da się na ten temat powiedzieć.
Ulice toną w mroku, choć wstaje nowy dzień.
Życie nie ma środka –
najpierw wiele się dzieje,
potem dni suną przez niegasnącą ciemność
twardo jak kula do gry w kręgle.
