Jacek Bierut
(Drzemka na kierownicy)
My staruszkowie z pasem transmisyjnym
w przestrzeń pozbawioną przestrzeni. Czerwone
pianino bez śladu kurzu dawało się dotykać.
Kiedy śnił ci się ojciec, wszystko działo się w jednym
snopie światła, a czasami śniło ci się
puste krzesło. I tak po zmierzchu poboczem drogi
dyma młodzież. Niektóre grupki są niesforne,
w niektóre niemal uderzamy. Coraz to niższe echo,
klawisze pianina moczą się w miednicach
między niewiastami. W brzuchach je bolą
ogony na tylnym siedzeniu. Latarka grzebie i utyka.
Dogadać się idzie okrutnymi filmami.
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Niektóre liryki Jiméneza na zawsze utkwiły w „bezmiejscu języka”, inne pisała ręka przeczuwająca, że świat jest najlepszym schronieniem przed burzą doznań; te i tamte nie przynoszą mi ulgi, tak samo jak ospale podnosząca się kosmiczna powieka: z drogi na pagórku zobaczyła raz, jaka rzeka jest sina i ruchliwa oraz olszynę, która rozwidla się i zielenieje, a i tak w końcu trafi w swój otwór na niebie.
A to o Jiménezie napisał Lorka: „Jakże czystą i wielką ranę pozostawiła jego wyobraźnia w nieskończonej bieli!” (Dzięki Rafał za cytat.)
pj
(Czytaj dalej…)
Tomasz Majeran
ruszyła maszynka
(miastko? maska?)
Krzysztof Gajewski
Skurcz. Wstęp do analizy formalnej
Filmy ZF Skurcz produkowane są w jednej z najniższych możliwych rozdzielczości, 352 na 240 pikseli2. Kręcone są często w ursynowskich plenerach lub w mieszkaniach twórców. W jednym filmie zazwyczaj kilka ról gra jedna osoba, co jest motywowane w planie fabularnym slapstickowym chwytem licznych braci bliźniaków, a w planie realnym — niewielką licznością ekipy realizatorskiej, stanowiącej zarazem obsadę. Kostiumy postaci, zrobione własnym przemysłem, są charakterystyczne i niezmienne na przestrzeni filmu, co konstytuuje wyraziście tożsamość postaci. Typowe elementy to: ciemne okulary w stylu PRL lata 60., garnitury w stylu PRL lata 70., sztuczny zarost, nakrycie głowy. Stosowane rekwizyty, takie jak banknoty sprzed denominacji czy mundury milicjantów, również nawiązują do świata Polski Ludowej. Twórcy z upodobaniem stosują atrybuty kina typowo męskiego: samochody, broń, alkohol, papierosy, narkotyki czy dresy sportowe o charakterystycznym kroju. Skądinąd ciekawym szczegółem jest to, że w filmach tych występują — niczym w klasycznym teatrze greckim — prawie wyłącznie przedstawiciele płci męskiej (o ile można wnioskować na podstawie forów internetowych, podobnie przedstawia się profil demograficzny publiczności tych filmów).
(Czytaj dalej…)
Adam Kaczanowski
W 2112 roku wybudzają z hibernacji Walta Disneya. Walt opowiada, że widział zaświaty. Były tam piękne kobiety-motyle kopulujące z obrzydliwymi mężczyznami-glistami. Słyszał dźwięki anielskiej harfy i — upiera się przy tym — potężne trąby jerychońskie. Waltowi nie daje spokoju pytanie, czy widział przed sobą niebo, czy piekło. Wielebny Mickey odpowiedzialny za ewangelizację neohollywood, po przeanalizowaniu wszystkich przesłanek orzeka, że neodusza Walta przebywając w stanie hibernacji ugrzęzła gdzieś na granicy sacrum i profanum. Walt publicznie oświadcza, że Mickey to dla niego zwykły szczur, popaprana mysz kościelna, i że ma go centralnie w dupie.
(Czytaj dalej…)
Grzegorz Wróblewski
Rafał Wawrzyńczyk: Skąd Cortez? W Pomieszczeniach i ogrodach pojawiły się wiersze „japońskie”, teraz „meksykańskie”; czy to echo jakichś podróży, rzeczywistych podróży? W przypadku Japonii tak chyba było, ale co z Meksykiem? Naprawdę Pan tam był, czy on się raczej przyśnił albo nagle pojawił w wierszach (lekturach)? Pytam, bo w nowej książce nic nie wydaje się pewne; te kilka wierszy z trzeciej części — od których całość bierze tytuł — sugeruje zaledwie klimat, toczą się pomarańcze, między drzewami przechodzą Aztekowie…
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Poniekąd wyręcza mnie i Państwa wywiad z Grzegorzem Wróblewskim, który lada wywołanie pojawi się tutaj, dlatego nie przeniosę Pism krytycznoliterackich Spasowicza na ich miejsce (żądam zwrotu najmniej połowy kosztów moich studiów!; sowa wpisana w kontur kraju jako logo – niech was szlag…), odłożę kataklizm roztoczy toczących ciche wojny na tomiszczach domowej encyklopedii i powiem, że wystarczająco obco w naszym języku brzmią i plac Ålholm (przy placu Ålholm wylądowały kryształy z „Wiosennych kotów”), i morze Carlsberg (Zadowolone miasto tarza się w pianie / Carlsberga z „Na wystawie islandzkiego malarza Tolli”), i uczucie z „Miejsca”, żeby mieć przekonanie, że zawsze chodzi o takie miejsce, które przyprawia o szaleństwo, do którego można się udać i w nim bezpiecznie oszaleć, nasłuchując odgłosów na przykład rozbijających się o głazy strumieni (zobaczcie jak nasłuchiwanie oddaje wersyfikacja „Miejsca”).
Hmm, ten koniec mnie zaskoczył…
pj
(Czytaj dalej…)
Marek Pietraszczyk
„Wiersze są poniekąd wynikiem mojej fascynacji psychologią poznawczą” pisze w e-mailu Marek Pietraszczyk i dodaje: „Pozdrawiam”.
Krzysztof Gajewski
Twórczość ZF Skurcz można ująć jako reakcję na diagnozy niedoboru mimesis, jakie wiele autorytetów stawia sztuce współczesnej. Aby wyjaśnić cóż to zdanie miałoby oznaczać, zatrzymajmy się na chwilę na kwestii konwencji artystycznej.
(Czytaj dalej…)