Jolanta Grabowska
W latach 30. już regularnie współpracowała z radiem, które stało się jej przepustką do „klubu dramatycznego” w słynnej praskiej kawiarni Slavia. Artyści spotykali się tam raz w tygodniu i roztrząsali sprawy sztuki. Gdyby nie zakręty historii pozostałaby pewnie przy satyrze. Niemiecka okupacja jak i lata reżimu komunistycznego nie sprzyjały jednak temu gatunkowi — nie chciała skończyć w więzieniu. Na potrzeby cenzury zaczęła więc pisać teksty w poetyce bliskiej absurdu. Głównie słuchowiska. Do dzisiaj poszło ich w eter ponad 20 (z przerwą w latach 1972–1991, kiedy to sytuacja polityczna w Czechosłowacji nie sprzyjała twórcom). Jedno z nich: Dla każdego niebo (Pro každého nebe) na początku lat 90. zostało wyróżnione prestiżową nagrodą Prix Bohemia. Niektóre doczekały się realizacji telewizyjnej. Po sukcesie Żelar dwa wybory dramatów radiowych Květy Legátovej ukazały się w wydaniu książkowym.
(Czytaj dalej…)
Dariusz Sośnicki
Czego się w naszym domu nie robi, aby go podtrzymać:
Thoreau pod choinkę, Kropotkin do poduszki. Jesteśmy naprawdę szybcy.
Papież to przy nas nie do końca papież, choć wzięcie się za bary
z Alexem Fergusonem byłoby chyba bardziej miarodajne,
przepraszam, z sir Alexem. Powiedzmy to sobie szczerze:
pomiędzy Encyklopedią dinozaurów a Wielką Księgą Teraźniejszości
rozciąga się przepaść. Studnia bez dna i czarna dziura,
w której znikają bez śladu wszystkie nasze starania.
Kiedy tak nad nią stoimy, trzymając się za ręce,
musimy wyglądać jak rodzice z czytanki.
Oto przebyli siedem gór i rzek w odświętnych ubraniach
w nadziei na audiencję u Czarnoksiężnika z Oz albo Królowej Tatry,
gdyż wszelkie ludzkie sposoby na obudzenie w synu uczucia do litery
beznadziejnie zawiodły. W rzeczy samej, jesteśmy rodzicami z czytanki,
choć jest to czytanka po przejściach, z tłustą plamą na okładce,
kleksem i zagiętymi rogami. Przynajmniej raz na tydzień
abecadło z hukiem wali się na podłogę,
bo w piecu aż buzuje od adrenaliny. Jest wtedy dobra okazja,
by przyjrzeć mu się od kuchni: A ma problem alkoholowy,
B prowadzi podwójne życie i wkrótce urodzi bliźniaki, lecz nie wiadomo komu,
Z myśli, że kończy się na nim świat.
Jolanta Grabowska
W październiku 2002 r. z Brna wiozła ją do Pragi ministerialna limuzyna. W reprezentacyjnych wnętrzach historycznych budowli w ogrodach Zamku Praskiego na Hradczanach na jej cześć wydano bankiet. O nikomu nieznanej 83-letniej Kvěcie Legátovej rozpisały się nagle wszystkie gazety: wydany rok wcześniej zbiór opowiadań wiekowej debiutantki pt. Żelary został wyróżniony Nagrodą Państwową. Przedtem przez kilkanaście miesięcy utrzymywał się w czołówce ankiety czytelników największego czeskiego dziennika „Lidové Noviny”, a z księgarń zniknęły wszystkie dodruki nakładu, który przekroczył 60 tys. egzemplarzy. Nim minie kolejny rok, ukaże się następna proza Květy Legátovej — powiązana z Żelarami nowela Hanulka Jozy. W tym czasie reżyser Ondřej Trojan już kręci na jej motywach film, który zyska nominację do Oskara w kategorii: najlepszy film nieanglojęzyczny.
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Z tą książką jak z wiejskim gadułą, trudno wierzyć jej każdemu słowu. Postaci służą tu tylko wektorami, kanałami, zmieniającymi prąd opowieści; obowiązkowe przerysowania, podwyższenia tonu, podbijanie cholew fabularnym zdarzeniom zupełnie jak łapanie za rękę, żeby sprawdzić, czy jest jeszcze ktoś, komu się to wszystko opowiada. Intencja niby prostoduszna — coś jednak dzieje się strona za stroną z wątkami, intrygami, zbierającymi się w coraz to grubszy splot; nakładane na siebie, podsuwają sobie niby tych samych bohaterów, ale coś w nich przez to zgrzyta, przewracają się o własne nogi. Do tego tytułowe Żelary — jakiś wir, jakiś pępek delty, który ściąga w siebie te wszystkie historie. I albo jest kollaps, albo uchodzi mu to na sucho, hm?
tsz
(Czytaj dalej…)
prof. dr hab. Jakub Zofia Oscypek
Głos poniższy chcąc nie chcąc odsyła do wierszy mojego drogiego przyjaciela, Rafała Wawrzyńczyka, wypada mi przeto wyjaśnić, że alegorię tam podduszoną rozumiem jako niewywiązanie się z umowy podsuniętej przez Wallace’a Stevensa w arcydziele „O poezji nowoczesnej” i znajduję dla niej w niniejszych uwagach ograniczone miejsce.
Pragnę dodać, że wiersz ten1 pchnął tratwę mojej profesorskiej misji z powrotem ku źródłom, to znaczy w objęcia ciasnych ram pojęcia „alegoria” używanego przez RW, tymczasem tu, w niniejszej glosie — tratwa zatańczy na pełnym morzu, w blasku księżyca, niczym postaci na rysunkach Blake’a.
(Czytaj dalej…)
Rafał Wawrzyńczyk
Słoneczne przedpołudnie
Po drodze na pocztę widać tyły garaży i samochód dostawczy
z którego wyładowują coś do budy Chińczyka
puste boisko do koszykówki
świeżo spryskaną jezdnię
i resztki świtu w lampach na trawniku banku:
gdzie jest świt tuż przed południem? W lasach? Bez zegarka?
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
„Wiosna, na wiosnę, kiedy przychodzi wiatr, wiatr, wiatr i nadnosi nie słyszany dotychczas szmer-szelest-zapach, odwraca się we mnie i odkłada wspomnienie.”
„Albo: pamiętam raz z dzieciństwa, byłem wtedy bardzo mały, myślę, że nie miałem więcej niż pięć lat, byliśmy na jakimś spacerze, na szczycie jakiejś góry porosłej lasem, musieli być przy tym rodzice, bo nic nie zakłóca w mojej pamięci poczucia bezpieczeństwa, otóż szliśmy łąką międzyleśną, były wysokie trawy, nie tratowane przez ludzi ani zwierzęta, bardzo dziewicze, i nagle ktoś, nie pamiętam, kto, może to był mój ojciec, ten ktoś pokazał nam w miejscu, gdzie wprost z ziemi wyrastały trzy pnie, zdaje mi się, grabów, ukryte gniazdko ptasie, w którym było kilka jajeczek pstro i egzotycznie nakrapianych.
Pamiętam ten moment ogromnie wyraźnie, chociaż to, co było przedtem, i to, co działo się potem, tonie we mgle zupełnego zapomnienia, tak jakbym przedtem ani potem w ogóle nie istniał.”
zh
(Czytaj dalej…)
Tomasz Gerszberg
Oświadczam, że wersy te pisałem będąc w przytomności umysłu oraz w doskonałej formie fizycznej. Dyktował je raczkujący geniusz, któremu nie miałem się siły sprzeciwić. Tedy wszelkie roszczenia uznaję za nieuzasadnione a płomienne inwektywy usynawiam, jako rodzaj męstwa, do którego dorosnę obrastając w tłuszcz, mądrość i wszelkie pomioty człowieczeństwa. Tako rzecze Zorro, aster i głębiny, które ktoś podnajmuje we mnie. Wszelkie pozytywne rzeczy proszę zaksięgować na konto przychodów wszelkiej rzeczy, która jego (raczkującego geniuszu) est.
(Czytaj dalej…)
Piotr Janicki
Mój przyjaciel
Mój przyjaciel pisząc pocieszającego sms’a w słowie „powiedzieć” wstawia w miejsce „ć” literę „a”
Przygarniam tę pomyłkę do serca
Małe pocieszenie oddala mnie od ostatecznego pocieszenia
Przez chwilę czuję się jakbym był greckim myślicielem przyrody
czy powinienem podziękować?
Idę po kanapkę
(Czytaj dalej…)