Wróżbita Chagall dostaje sygnał, że ktoś jest na łączach. Uśmiecha się, cały czas pozostaje uśmiechnięty w taki spokojny, wyciszony sposób.
– Halo?
– Halo? — odzywa się kobieta.
– Tak, słucham?
Chagall zaczyna tasować karty. Wolno, bez pośpiechu.
– Witam. Mam na imię Agnieszka, data urodzenia dziesiąty grudnia siedemdziesiąt sześć…
– W czym mogę pani pomóc, pani Agnieszko? — Chagall nie przestaje tasować i nie przestaje się uśmiechać.
– Mam pytanie dotyczące mojego związku z mężczyzną. Właściwie chodzi o jego żonę. Jesteśmy ze sobą już osiem lat…
– Pani jest z tą panią od ośmiu lat? — Chagall uśmiecha się trochę bardziej.
– Poniekąd też, ale nie to miałam na myśli…
– Jasne. Przepraszam, to był głupi żart z mojej strony. Proszę kontynuować.
– Bo ja chciałabym zapytać… Czy ona da mu spokój.
– Spokój? W jakim sensie spokój? — Chagall rozkłada karty — Ona wie o waszym związku, prawda?
– Wie. Od zawsze wie, od samego początku. Ale teraz zaczęła robić mężowi problemy, grozi mu, że odejdzie, ale my tego nie chcemy…
– Państwo tego nie chcą?
– Nie. Uważamy, że taka sytuacja jest najlepsza dla nas wszystkich. Taka, w której nikt od nikogo nie odchodzi.
– Ona nie potrwa dłużej niż do września, ta sytuacja.
– Acha. Nie potrwa. To znaczy?
– To małżeństwo się rozpadnie.
– A my?
– Proszę pani, to będzie najlepsza rzecz, jaka może was spotkać. Naprawdę. Karty to mówią.
– Czyli nie da się nic zrobić? Przekonać żonę, żeby została?
– Nie. Karty mówią, że ta sprawa, ta decyzja jest nieodwołalna.
– Acha. To dziękuję.
Kobieta rozłącza się.
– Niekiedy… — wróżbita Chagall musi teraz zapełnić ciszę. Dopóki nie zadzwoni następna osoba, podaje informację o możliwości zadania pytania przez SMS, mówi też o tym, że każdy człowiek, żeby w pełni przejść swoją drogę, powinien uwierzyć w siebie samego, w trójcy jedynego prawdziwego, że powinien odrodzić się, powinien odradzać się wielokrotnie. Potem czyta fragmenty listu od pani Krystyny, robi to z pewnym przekąsem i wyczuwalną ironią. Pani Krystyna pisze, że pojęła tajemnicę istnienia i że inni ludzie do niczego jej nie są potrzebni. Wspomina również inny list, od innej pani, którego jednak nie będzie cytował, ale był dla niego bardzo miły. Bardzo. Podaje też numer telefonu oraz koszt połączenia z kraju i z zagranicy.
– Mamy następny telefon… — Chagall zbiera karty ze stołu, uśmiecha się łagodnie, jak to on, najbardziej uśmiechają mu się oczy, tak życzliwie błyszczą.
Cisza. Chagall przekłada jedną kartę, zamiera.
– Halo? — pyta.
– Roaarrrrrrrrrrrrr!!!!! Uuuuuuuuuuuuuu!!!!! — ktoś po drugiej stronie wyje jak potwór z piekła rodem — Słuchaj Chagall, wróżę z pokemonów, i właśnie mi wyszło, że odwalisz kitę. Słuchaj Chagall, pokemony mówią, że kopniesz w kalendarz, śmieciu, bój się, roarrrrrrrrrrrr!!!! — mężczyzna znowu zaczyna wyć a potem się rozłącza.