Rafał Wawrzyńczyk
Nad Pilicą
Ilu wędkarzy, ilu wędkarzy przy moście. Na obu brzegach.
Na odsłoniętej skarpie i wśród niskich brzóz.
Ile żyłek krzyżuje się
nad wodą. Czy ta rzeka stoi?
Starzy i młodzi mężczyźni.
Aż wstyd, tylu mężczyzn w jednym miejscu.
(Czytaj dalej…)
Jaś Kapela
Opowiedz mi więcej o tych grzybach.
Zaczął Wojtek, gdy po raz kolejny spotkali się na piwie.
Tu nie ma co opowiadać, to trzeba przeżyć.
Acha.
Wojtek był trochę rozczarowany, bo relacje na hyperreal.info go nudziły, a na żywo by posłuchał, ale starał się tego nie okazywać.
A co z twoją książką?
Dobrze. Całkiem dobrze. Mam już ponad sto tysięcy znaków i kilka zwrotów akcji. Myślę, że jeszcze drugie tyle, żeby jednak była trochę grubsza niż Ojciec odchodzi, czy Ostatni zlot aniołów i otrzymam wzorową polską powieść współczesną. Akurat do przeczytania w ekspresie relacji Kraków Główny — Warszawa Centralna.
A poruszasz w niej jakieś ważne problemy? Jak aborcja, homoseksualizm, neoliberalna hegemonia, konsumpcjonizm czy posthumanizm?
Oczywiście. Jestem przecież studentem kierunku humanistycznego, więc staram się wpisać we wszystkie główne nurty. Mam już wątek gender, zahaczam także o postkolonializm, dotykam też problemów transgresji i subwersywności, a nad wszystkim rzecz jasna unosi się duch aporii.
O. Aporia. To mój ulubiony termin. A co z multi-kulti?
Myślę o tym, ale jako, że ma to być polska powieść współczesna, trudno wprowadzać mi tu wątki i postacie na co dzień nieobecne w naszym jednonarodowym państwie. Bo ileż można nabijać się z pijanych Anglików. Choć po statystykach, które gdzieś czytałem, że wśród Europejek Angielki mają największe piersi, nie mogę nie sprostować, że mają również największe dupy. Bo w ogóle są z nich tłuste świnie. Ale to nie wystarczający powód, żeby o nich pisać. Co do multi-kulti, przeanalizowałem dogłębnie topos holocaustu, myślę także, że jedna z przyszłych scen może rozgrywać się w wietnamskim barze. Problemy emigrantów są moimi problemami. Chciałby uwrażliwić czytelników na ich trudny los w Polsce.
Tak. Sądzę, że koniecznie musisz to zrobić. Wietnamczycy ponoć stanowią w Warszawie najliczniejszą mniejszość narodową.
Tylko, że akcja mojej książki dzieje się w Krakowie.
Ok. Ale może bohaterowie mogliby się wybrać na wycieczkę do stolicy? Jakby nie było, to jedyne poważne miasto w Polsce.
Owszem, ale bardziej niż Warszawa interesuje mnie krakowski skansen. Pozwala uwydatnić topos wykluczenia.
Rozumiem. A podałeś mój numer telefonu z adnotacją, że szukam dziewczyny?
Jeszcze nie. Ale jesteś pewien, że naprawdę chcesz, żebym to zrobił?
Nie no, co ty. Żartuję tylko.
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Kiedy kilka dni temu przygotowywałem tę wlepkę, wydawało się, że uda mi się wybrać reprezentatywne dla książeczki obrazy. Nic z tych rzeczy, powiem tylko że ze łzami w oczach pomijam gigantyczną panoramę podpisaną: „Z sikoreczką co sił w nogach, / Naprawiali wszystkie szkody.” W niej geniusz autorów sięga zenitu: na jednym krzaczku Fragaria viridis jest jeszcze kwiatek, a na drugim już nie ma owocu…
Opisać świat to jak opłynąć świat albo obiegnąć — zawsze gdy słyszę o zdobywcach biegunów to dziwi mnie, że nie korzystają z okazji, żeby w kilka sekund obiegnąć świat. Nazywam ich wtedy humanistami.
Jeszcze raz: opisać świat to jak opłynąć świat; potem jedni przy każdej sposobności podkreślają bezpośrednie sąsiedztwo spółgłosek w jakimś nazwisku (Szpakowski i Cannavaro), dla drugich się liczy człowiek a nie ruch, który odwzorowuje (św. Franciszek słyszący z kopca: „Witaj braciszku…”). Tych i tamtych sprawa.
pj
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Naprawdę nie wiem, co napisać o wierszach Violi Fischerovej, najchętniej zostawiłbym je bez wymyślań, jakie zazwyczaj pojawiają się w tym miejscu, i dodał zamiast tego jeszcze jeden. Wiersze tłumaczą się same, żyją życiem, do podtrzymywania którego nie potrzeba żadnych respiratorów czy szpitalnych rurek teorii literatury (pozdrawiam stronnictwo alegoryczne w redakcji), a przy tym nieomylnie znajdują drogę do tego niezidentyfikowanego organu w połowie drogi między sercem a umysłem, odpowiedzialnego za odbiór poezji (pozdrawiam stronnictwo metaforyczne). Jeżeli chodzi o styl i o to, jak są zrobione, no cóż: zawsze jest to droga najkrótsza, zwykle nieoczekiwanie krótka.
r
(Czytaj dalej…)
Viola Fischerová
VF: Jeżeli chodzi o moje fascynacje, to pomijając najróżniejsze wiersze wielu poetów, wyjeżdżając na emigrację, do walizki, która nie mogła być duża, spakowałam Máj Karla Hynka Máchy, tomik Františka Halasa Kohout plaší smrt (Kogut płoszy śmierć), przekład Jiříego Kolářa, Zdeńka Urbanka i Emanuela Frynty Antologii Spoon River Edgara Lee Mastersa oraz wybór wierszy Robinsona Jeffersa w przekładzie Kamila Bednářa. I dzisiaj nic bym w tym wyborze nie zmieniła. Potem dołączył Ariel Sylvii Plath w kongenialnym tłumaczeniu Jana Zábrany.
Teraz wpływy. O tym, co się we mnie wpisało i pozostało — mam na myśli kulturę rzemiosła i jej doskonalenie — trudno mi mówić. Nie mam jednego, bezpośredniego wzoru. Może z jednym wyjątkiem: w pierwszej części Przedkońca, w wierszach o losach umierających kobiet, być może pobrzmiewa dalekie echo Lee Mastersa.
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Rafał Wawrzyńczyk
„Epicki początek”
A co mają zrobić ci,
którzy nie są krytykami muzycznymi i nie mają gdzie napisać
„Cóż, do moich ukochanych należał zawsze
początek Cattle And Cane?”
I nie mają przed kim nazwać go „epickim”, „działającym momentalnie”,
„jednym z tych, których nigdy się nie zapomina”
i próbować wyjaśnić, skąd to się bierze?
I tylko siedzą przy obiedzie i przez sekundę widzą
jakieś zielone stoki, płoty i dach
w usianym górami kraju swoich najskrytszych melodyjek
o którym nic im nie będzie wiadomo?
15 II 08
(Czytaj dalej…)
Viola Fischerová
[wchodzą]
Rafał Wawrzyńczyk: O i tutaj możemy sobie pisać, co nam się żywnie podoba.
Viola Fischerová: Panie Rafale, całe szczęście, że właśnie była u mnie Dorotka1. Bo ja sama czułam się jak pewien księgowy u Sałtykowa-Szczedrina, którego zwierzchnik, oświecony gubernator rosyjski, próbował zachęcić do literatury i kultury europejskiej, dając mu do czytania Trzech muszkieterów. Po dwóch tygodniach biedny księgowy padł mu do stóp, mówiąc: „Łaskawy panie, pozwólcie nie czytać. Niczego nie kapuję, jacyś cudzoziemcy.” Dokładnie tak.
(Czytaj dalej…)
Mariusz Grzebalski
Piotruś Pan
Ucieczki z karnej kompanii, kradzieże,
poker w pociągach. Wszystko, żeby ją widywać.
A potem ta starsza kobieta urodziła mu syna.
Pokochał go. Wychodzi, kiedy odwiedza ją
były mąż. Cieszy go, że można w ten sposób.
Praca jest albo jej nie ma. Najczęściej nie ma.
Od czasu do czasu remontuje mosty na Wiśle.
Wciąż jeszcze śmieje się do słońca.
Słońce wciąż jeszcze go kocha, choć to już
nie ten sam, co kiedyś, słoneczny Piotruś Pan.
Jego życie spełzło na niczym. Niczyja to wina.
Jeszcze z nami jest, ale jako cień tylko.
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada

Adamie,
jest Pan poetą, w którego wierszu czułbym się bezpiecznie. „Brudny Oscypek szuka w kopczyku baleronowej sztangi” — oto jak myślę o moim dzieciństwie czytając Pański wiersz pt. „Już w kinach”.
Przychodzą do mnie różne prawdziwe myśli, kiedy czytam Pański tom, a kiedy są trochę mniej prawdziwe, to wtedy są śmieszne wedle zasady, że wór życia ciągniony przez człowieka pchającego przed sobą wiersz zachowuje się śmiesznie, co zwykłem moim studentom przedstawiać poniższym schematem: śmiesznie-człowiek-„śmiesznie”, gdzie śmiesznie jest wierszem, a „śmiesznie” worem życia.
Jeśli mogę powołać się na Platona, znajduję w życiu doczesnym sytuacje, w których wystarcza mi cień taczki1, nie — cała taczka, żeby o niej pomyśleć, tj. o taczce. W ten właśnie sposób oglądam napisane przez Pana obrazy, mianowicie jak Pan to ujął w wierszu „Tak albo nie”: „(wierzysz mi przez telefon)”.
A jeśli po przeczytaniu Pańskiego tomu nazwałem rybkę akwariową imieniem Albo, zrobiłem to ze starczej przekory.
„Zawsze będę z Panem” — oto jak chcę zapamiętać dzisiejszy dzień.
Pański, itd.
prof o
(Czytaj dalej…)
Dominik Bielicki
* * *
Powinien się leczyć,
tymczasem to znowu on.
(Czytaj dalej…)