Cyc Gada

Antologie w całości czyta chyba tylko najbardziej odpowiedzialna krytyka, a że z taką nie mam póki co nic wspólnego, z czystym sumieniem dzielę się wrażeniami nt. Słynnych i świetnych, zapoznawszy się z nimi jedynie wyrywkowo: bardzo dobrze, że redakcją zajęli się młodzi (Maciej i Szczepan), bardzo dobrze, że grafiką zajął się Piotr Zdanowicz, bardzo dobrze, że obok autorów uznanych pojawili się i mniej znani. Spodobał mi się pomysł włączenia do przeglądu twórców zajmujących się działalnością z pogranicza poezji i sztuk graficznych (R. Bromboszcz, M. Dawidek Gryglicka). Byłem mile zaskoczony, kiedy odkryłem, że szkice krytyczne poprzedzające prezentacje nie szafują superlatywami, a raczej przykrawają je na miarę omawianych tekstów, nieraz wyraźnie ich skąpiąc; krytyka w ogóle wyrasta na dodatkowego bohatera antologii, naświetlając sumiennie te obszary dorobku, których możemy się jedynie domyślać na podstawie kilku wierszy danego autora (czy czasem nie jest ich zbyt mało?). Przy tym wszystkim wyczuwa się sympatyczną determinację w dążeniu do oddania poetyckiego hic et nunc Poznania ’08, a że w proponowanym przekroju odnajdujemy ingrediencje najróżniejsze — najróżniejsze — tym chyba ciekawiej: sam zatrzymałem się chwilę nad nie znanym mi szczepem polskiego ashberyzmu w wydaniu M. Czerkasowa oraz poezją P. Pawlaka, o której najchętniej powiedziałoby się, że jest „tak dziwaczna, że aż ciekawa”, a nad którą owiało mnie to przyjemne poczucie wyzwolenia, jakiego nieraz dostarcza nam sztuka niewrażliwa na obowiązujące kanony (tu: obrazowania). Zdumiałem się znajdując dada rodem ze Schwittersa uprawiane przez R. Michno, zadumałem się nad ciężarem tradycji czytając wiersze P. Kępińskiego, zainteresowało mnie spojrzenie na poezję P. Łośki zaproponowane przez Sz. Kopyta. Kilka wyimków z lektury przedstawiam poniżej, celowo pomijając doświadczoną gwardię (Pasewicz, Sośnicki, Wiedemann) czy wielokrotnie prezentowanych przez nas młodych (Gierszewski, Kaczanowski, Kopyt). Cicer cum caule:
r
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
W kończącym się właśnie bloku nie powiedzieliśmy nic o I. Blatnym, J. Skácelu, M. Holubie, J. Cimrmanie i szeregu innych ciekawych twórców, jakich wydała ziemia czeska. Na pocieszenie dodamy, że czeskie kino ostatnich lat wydaje się być równie nieciekawe, co polskie.
Jan Riesenkampf
Niekarność
Pijany zostawia za sobą ogłupiałe domy.
No jakżeby, wszyscy w blasku słońca sobie pozwalają na to
aby wymijać pijanych. Przechodzi wolno przez ulicę
i mógłby wtopić się w linię murów — po to są.
Tylko pies przemyka w ten sposób, jednak ten przystaje
zawsze, gdy zwęszy suczkę, by ją uważnie obwąchać.
Pijany nie patrzy na ludzi, również na kobiety.
Pijany nie patrzy na nikogo, nawet na kobiety.
Ludzie z ulicy wstrząśnięci jego widokiem nie śmieją się
i nie chcą by był pijanym, lecz wielu przystaje
by odprowadzić go wzrokiem, jednak
złorzeczącym. Pominąwszy pijanego,
cała reszta ulicy sunie wolniej
w świetle słońca. Ktoś biegnący
jak przedtem, i ktoś, kto nigdy nie będzie pijany.
Inni bez różnicy przygważdżają niebo oraz domy
co trwają dalej choćby nikt ich już nie widział.
Pijany nie widzi ani domów ani nieba
lecz o nich wie — wszak niepewnym krokiem przemierza przestrzeń
czystą jak strzępki nieba. Ludzie, wybici z rytmu,
utracili pojęcie, po co są te domy
a kobiety nie patrzą na mężczyzn. Wszystkich
przenika coś na kształt trwogi że znienacka
ten chrapliwy głos wybuchnie śpiewem
przez powietrze, za nimi wciąż.
Każdy dom ma swe drzwi, lecz po cóż tam wchodzić.
Inni gapią się na niebo i na domy
dalej będące, chociaż nikt ich już nie widzi.
Pijany nie widzi ani domów, ani nieba,
lecz o nich wie, wszak chwiejnym krokiem przemierza przestrzeń
czystą jak smugi na niebie. Ludzie pogłupieli
nie rozumieją już po co są tu te domy
i kobiety nie patrzą na mężczyzn.
Pijany nie śpiewa, lecz trzyma się drogi
gdzie jedyną przeszkodą jest powietrze. Szczęście
że nie ma tutaj morza, wszak pijany
krocząc nie niepokojony wszedłby jeszcze i w morze
i, zniknąwszy, na dnie trzymałby się tej samej drogi
gdy w górze blask pozostałby wciąż ten sam.
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada

Antologia prezentuje sztuki, które jednym ze swoich bohaterów uczyniły Ferdynanda Wańka. Odpowiednikiem tej postaci w Polsce byłby obywatel Piszczyk. Byłby…
Tak więc gdzie walka Václawa Havla ujawniła się jako gra, tam kilku innych pisarzy czeskich ją dostrzegło.
Antologia może z czasem wzbogacić się o nową sztukę; polska kultura także ma swoją odpowiedź w osobach „dezerterów”. Upieram się przy filmie ponieważ chciałbym, żeby Cyc Gada odwiedzało jak najwięcej ludzi.
Dla przeciwwagi mojej syntetycznej werwy są 7 i 8 strona prezentowanej antologii ze wstępem Lenki Jungmannovej, której analityczna pasja doprowadziła do tego, że w mojej głowie powstał obraz zatytułowany „Ocean hermeneutyki”. Przedstawia on postać wciągającą za pomocą cytryny — używanej jako słomka — sok z cytryny z jeziora cytrynowego.
„O tym, że tak właśnie było, świadczy choćby żart z 1989 r., kiedy w dzienniku »Rudé právo« ukazały się — przeoczone przez cenzurę — życzenia urodzinowe przeznaczone dla Wańka, opatrzone fotografią Havla.” (s. 9)
pj
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Andrzej Szpindler
Kontemplacja (slapstickowa) zdania:
„Widzę ludzi.” Jeżeli cały jeden świat
to tylko „Widzę ludzi.” (kropka!) to
cała teoria mojej osoby (bo teoria
ma do oka rzecz) nie robi nic,
a jej aorta jest spotkaniem. Jeżeli (ja)
(pierwsza osoba!) „Widzę ludzi.”,
kiedy na murze widnieje napis
„LEGIA”, to (ja) „Widzę ludzi”,
kiedy chwilowo wisi chmura, a
zatem korzystam z zaproszenia
jakie wysyła nieuświadomiona
wewnętrzna obietnica słów,
których jestem konsumentem
(bo nie muszę znać języka,
którego jestem „być”
konsumentem, by być
jego konsumentem) i
w polu objętym zamkniętą
sprawą, w której jestem
jeżeli „Widzę ludzi.” nieustannie
trafia się otwarcie kwestii amorficznego kształtu ludzkości.
Ale skoro mogę przeczytać, że ludzkość nie istnieje, że jestem
tylko jednostkowy, uruchamiany osobistym interesem
człowiek, a „Widzę ludzi.” to może przejdźmy
do zdania niekoniecznie poprawnego. Nauczeni,
że zdanie koniecznie poprawne „Widzę ludzi.” spotyka
napis w książce lubianego przez się myśliciela, że ludzkość
nie istnieje, zajmijmy czyjś umysł zdaniem: „Będę szedł.”
„Będę” woła do przyszłości (istotnie!) w pierwszej osobie.
„Szedł” mówi o osobie trzeciej, która kiedyś szła i nie wiadomo,
czy kiedykolwiek wyszła.
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Solidny, elegancko wydany zbiór: prawie dwieście stron szkiców o wierszach Krystyny Miłobędzkiej, i o rany, czy to, co wydała, zapełniłoby podobną ilość papieru? Nie dalej jak wczoraj skoczyłem na rowerze do Powsina; leżąc na trawie widziałem samolot i długą, krętą smugę, którą zostawił, a zaraz potem muchę, która ją przecięła. Co wydało mi się ważne, mucha nie zostawiała za sobą smugi. Jakaś dziewczyna poprosiła dwa razy o ogień, myślałem akurat o nienapisanym (niedokończonym?) dramacie Gombrowicza, miało to być coś z muchą i niczym więcej, no więc: dziewczyna odjechała, a mucha nie będzie ważniejsza, jeśli dodać jej odrzutową smugę; pstrzy ten parapet, stół czy papier, o nic jej więcej nie chodzi, a szkice, szkice pozostają interesujące.
tsz
(Czytaj dalej…)
Tomasz Szewczyk
Andrzej Seweryn skończył czytać, ziewnął i przeciągnął się w fotelu. Posiedział tak jeszcze chwilę. Po czym wstał i odłożył książkę na miejsce. Stojąc przy półkach, zaczął bacznie lustrować ich zawartość. Wyraźnie czegoś szukał, szedł od regału do regału, czasem coś wyjął, ale szybko odkładał. Przy piątym regale był już mocno zaniepokojony; wzrok, którym wodził po książkach, zataczał coraz bardziej nerwowe kręgi. Po przejrzeniu ośmiu regałów dał spokój. Wyszedł z gabinetu, prosto do kuchni. Przy stole siedział stary, zgarbiony mężczyzna z kubkiem kawy. Patrzał nieruchomo w kolorową ceratę.
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Czy słyszał/a Pan/i o Ivanie Wernischu?
Mężczyzna wyprowadzający rower z klatki schodowej na ulicę: Nie. Dziewczyna czytająca skrypt na schodach biblioteki: Nie. Para studentów: Nie. Mężczyzna w dżinsowej kurtce siedzący nad oczkiem wodnym: Nie. Mężczyzna w swetrze, bardzo przypominający Ivana Wernischa: Nie.
r
(Czytaj dalej…)
Tomasz Ososiński
Pałac
Na kamiennych schodach rozłożony został czerwony dywan, ustawione kwiaty. Przed wejściem: balustrady, biel murów. W górze: ufryzowana, biała kamienna głowa.
Rehabilitacja
Tych niepewnych wiozą pod drzwi: bladych, na wózkach, razem ze świeżo upraną bielizną. Wieszają ich na linkach (między tym a tamtym). Chorzy jakiś czas wiszą tak, machają swobodnie rękami, jak ptaki, jak płatki. Potem uczą się chodzić, chwytać piłkę, przysiadać. W końcu odklejają od nogi gwiazdę.
(Czytaj dalej…)
Maciej Woźniak
Osiem i pół
Podróż w głąb fiordu jeszcze trochę potrwa.
Słowa chcą zwrócić połykane klucze.
Błękitne koło głośno czyta tłuczeń.
Ciężka od wiatru kiwa się dryfkotwa.
Rano na łąkach kolorowa musztra.
W hali przylotów krążące walizki.
Hrabia Wąsowski wciąga w spisek wszystkich.
Przez chłodny reling całuję każdą myśl
o twoich ustach.
(Czytaj dalej…)