Maciej Domagalski
Powiem wam coś. Powiem póki znów jestem — znów przeczytawszy tych kilkanaście wierszy Macieja Domagalskiego — szesnastolatkiem i walę konia gdzie popadnie. Retro to syf, ale dobre wiersze Domagalskiego to cholernie fajna rzecz pod słońcem. Bo nasi starsi przyjaciele (moja stara mnie zabije jak dowie się, że znam i szanuję kolesi z „brulionu”) są zajebiści, prawdziwi i napierdalają ostre kawałki. SZATAN KURWA. Pchłę tytułu pierdoli słoń tytułu.
pj
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada

Zastanawiała mnie faktyczność powagi. Skąd intensywność powagi? Skoro człowiek jest zwierzę, to jakim cudem pan stawia kołnierz marynarki, a jego żona wchodzi i on jest śmiertelnie oburzony, że co ona dzwoniła, gdzie zaparkować, kiedy akt bycia światem wisi w otwarciu. Dobrze. Rozbolała dziura w zębie, wyskrobałem ułamek dziury, więc chyba już rozumiem. Zaczynam rozpatrywać powagę koncept albumu.
Gdzie wina?
A zawsze!
Toczy się spór o metkę pierwszeństwa w kwestii koncept albumu. Skąd powaga związku fabularnego kapsułki valium i zawieszonej w przestworzach a wycelowanej w kapsułkę ręki? Dobrze. Lepiej popatrz jaką wielką łychą dziewczyna, której druga dziewczyna wystawia na sznurku ajfona, je zupę z podzielonej na gejzer i glinę miski. I teraz: cóż to za dziwaczna koncepcja wiersza, kiedy poeta wiersza, osadzony głębiej niż oko w XX wieku, bije z granitu wzór inhalacji. Podręcznik wydajnego zażywania?! Nowy?! Wydajnego?! Gruby?! Wierszem twardym jak myśl o takiej niemieckiej myśli, że ten język myśli, niby chochlik-gwiazdka, a tak by się chciało zaprowadzić go w pole, poza osadę ludzką, do takiego ciągu greckich znaczków, których nie ma w obrębie podległej mi klawiatury, ale w każdym razie wyczerpać go, ten język myśli niemieckiej, zgodzić się w obrębie wymyślnego źródłosłowu na implozję krzyża i zniknąć w tłumie następców brody.
asz
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Tomek Szewczyk
Z natury
Fryzjerka otrzepuje i zdejmuje płachtę, nagle nie wiem, co zrobić z rękami.
Zostawić jak były, jedna na drugiej, stare gazety pod szafką?
W prawej już grają paluchy.
Gesty jak warstwa rogowaciejącego naskórka.
Kiedyś odpadnie mi i ta wiedza,
której nie mają stoły, blaty, biurka.
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada
Już trzeci rok znajdujemy się z Wami, drodzy czytelnicy, w coraz to nowych miejscach. Z okazji zbliżających się Świąt i Nowego Roku najlepsze życzenia składa niestrudzona redakcja, która nie śpiąc po nocach przygotowała na jutro paczkę pełną ziemniaczków.
Zdjęcie pochodzi ze strony http://dziwneszyldy.pinger.pl/, a wypatrzył je Maciej Byliniak. Dziękujemy!
Cyc Gada
Gdybym chciał jednym zdaniem zrujnować sobie karierę recenzenta Cyca, i tak marną, napisałbym, że Monika Mosiewicz może być kiedyś następną po Wisławie Szymborskiej poetką ludyczną dla klasy średniej.
Ale nie chcę.
Napędem większości wierszy Mosiewicz jest fantasmagoryczna mechanika zespalająca trawestację z aliteracją, a rym z Krymem, czyli nic nowego pod słońcem, ale to jednak zawsze miło dowiedzieć się, że Verne’a czytają też dziewczyny.
Dziewczyn nie trzeba chyba zachęcać do czytania Cosinus salsy — statystyczna kobieta czyta więcej (żyje dłużej).
Do lektury zapraszam więc panów — przypomnicie sobie te beztroskie chwile, kiedy wasza pani robiła pazury na mieście, a wam nadarzała się okazja, aby skorzystać z umywalki jak bohater Kundery.1
tg
(Czytaj dalej…)
Andrzej Szpindler
avocado takich sobie liczb godności
czasami codziennie jest
pan z obsługi więc
nie ma świata
w którym ma
pan największy odbiór
smoka na świecie
pan nie ma mnie
oglądać dopóki nie
ma mocy pan
nie możesz zwracać
się do mnie jak do drugiej osoby
kiedy ja jestem pierwszą osobą
(Czytaj dalej…)
Cyc Gada

Miłosny afisz, pod którym ukazuje się nowy wybór wierszy Sosnowskiego, chce stanowić dość wyrazisty kierunek dla ich lektury. O ile dobrze rozumiem intencje redaktorów (Michał Larek i Jerzy Borowczyk), chodziłoby z grubsza o odsłuch na sprzęcie, gdzie jeden potencjometr jest ustawiony na full, kawałki pochodzą z różnych płyt, a ich dobór i kolejność miałyby coś sugerować. Co by to miało być? Szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia. Ciekawie wygląda mi samo zacięcie do tematyzowania Sosnowskiego; trudno wyobrazić sobie podobne wybory zbudowane np. na książkach Grzegorza Wróblewskiego czy Adama Wiedemanna, i samo to jest już wystarczająco wymowne, jeśli idzie o stan krytycznoliterackiej kołomyjki na dziś (pasmo gór: idziesz, idziesz, na jednej ze ścian widzisz kłębowisko alpinistycznych linek i ludzi w śpiworach, wcinających te same kanapki. Obok stoją brodacze w polarach i odgrażają się: „wejdziemy inaczej!”). Podejrzewam, że w przyszłości czeka nas jeszcze kilka innych wyborów Sosnowskiego „pod wezwaniem”: pożytek chyba z tego taki, że wracając do znanych wierszy możemy odświeżać je sobie i tak po swojemu, będąc już chyba nieźle uodpornionymi na zwodnicze wdzięki, nie bacząc zbytnio na pogłoski o ucieczce przed znaczeniami i przyglądając się więcej tym ich miejscom, w których fantazja staje się najmniej fantastyczna.
tsz
(Czytaj dalej…)
Witold Wirpsza
W 7 numerze (zima 79/80) „Pulsu”, „nieregularnego kwartalnika literackiego”, ukazał się szkic W. Wirpszy poświęcony niby wydanemu właśnie w Paryżu Ogrodowi nauk, w istocie będący jednak arcyciekawą polemiką z Miłoszem i próbą wytyczenia granic nie tylko między pokoleniami 1910 a 1920, ale i — kto wie — między tym, co w polskiej poezji XX w. „stare” i „nowe”. Artykuł prezentujemy in extenso dzięki uprzejmości Leszka Szarugi, który obok J. Bierezina, A. Pawlaka, B. Pietrzaka, W. Sułkowskiego i T. Walendowskiego wchodził w skład redakcji pisma.
str. 1 | str. 2 | str. 3 | str. 4 | str. 5 | str. 6
Cyc Gada
Z tego tomu Pawła Kozioła wynotowałbym najchętniej fragmenty. (…) Natręctwa pisania słowa „wiersz” nie kojarzę w tym wypadku z patosem, odczuwam przykrość na myśl, że można Czarne kwiaty odbierać tylko tak, jak malarstwo perspektywiczne (…) tylko przez wpatrywanie się w czarną dziurkę zasysającą temat (…) a przy tym skoro jeden Gandalf w żadnym razie nie przypomina nadwiślańskich précieuses, to i pełniej oddycha się kupą renifera, niźli trzymając głowę w kondomie kanonu naszej młodej (…) co robię w poczuciu, że tańczymy jeden, niemózgowy taniec do muzyki grafika tomu, Marka Sobczyka, który nie jest muzykiem. Właśnie zrozumiałem, że tak jest super. (…) Fragment „wchodzę równolegle na / suficie w noktowizji w niemej fonii / myśli na sprzężeniu” z wiersza poniżej to mój zakręt, byłem na nim pierwszy i jest mój.
pj
(Czytaj dalej…)
Leszek Kieniewicz
Ska-ga-da-kar
Płoną szyby Blunta!
Blunta?! Zupełnie o nim zapomniałem.
Poszerzenie znajduje wyraz w tagalogu IKEI.
Przeszczep białej istoty powitano w drzwiach.
Odbicie jasyru trafi do siedziby FRONTEX-u.
Bez-Koszulek mogliby stawiać nas na bramce,
chociaż to nasz Korak uwalniał całe haremy.
Zaczynają od wycinania drzew, ale jak trzeba
potrafią walić batem o ścianę zamiast
biczować alfa dziewice z byle powodzi.
Mimo to Organizator powinien był wynająć
Google i MyGoogle i oczyścić z nich teren,
wciąż utrzymujących, że wodzie pitnej
zawdzięczamy skórę w kolorze nadwozia.
(Czytaj dalej…)