Tomek Szewczyk: Lekkie, zorganizowane i budujące. Gdybym chciał się streścić.
Rafał Wawrzyńczyk: Ha! A mnie się wydało, że Wirpsza przemyca tam w tych krągłych okresach jakieś straszliwe prowokacje! Tam jest metodyczna walka z obrazowością poezji, posłuchaj: z obrazowością poezji. Najpierw myślałem, że ten Benn tam ot tak, (niemiecka) fascynacja, parę wierszy przetłumaczonych… Ale przeczytałem szkic i zrozumiałem, że Benn jest Argumentem, ewolucja poezji Benna jest argumentem na poparcie tezy, że poezja XX w. odchodzi od obrazowości i jest to jej nieunikniony kierunek rozwoju. W tytułowym eseju jest to wyłożone w sposób „filozoficzny” i chyba nie jest to lekkie? Nawet jeśli nawiasy („proszę nie brać tego za nic innego jak wykład osobistych poglądów autora”) całą sprawę amortyzują. Oczywiście każdy zawodowo czynny poeta w takich okazjach pisze o sobie i Wirpsza też pisze o sobie, a jednak, takie spojrzenie, no, ja nie wiem czy to budujące. Gdyby przyłożyć miary Wirpszy, te sita odcedzające „czułostkowość”, „brudy” (tam się mówi o „brudach”), „egzystencjalne drżenia”, a przepuszczające „wynik gier wariacyjnych na materiale”, „muzykę” (tam się odnosi do czystej abstrakcji) itd., to chyba otrzymalibyśmy pejzaż poezji bardzo zdefasonowany. Ale rzeczywiście jest tak, że nawet przy wytaczaniu tych bezlitosnych kryteriów Wirpsza nigdy nie brzmi jak doktryner, brzmi po prostu rzeczowo, prezentuje swoją wizję, na koniec zaznacza, że ewentualnym oponentom chętnie wskaże luki w wywodzie, czujemy, że zaraz przeprosi za zamieszanie w głowach młodzieży, słowem czyta się go jak dżentelmena.
TSz: Dżentelmena, ale bez dżentelmeńskiej waty, przynajmniej w większości szkiców; ten tytułowy jest chyba mało reprezentatywny, rzeczywiście masa w nim krygowania i pług ryje głęboko… Z tych filozoficznych bardziej zaciekawiła mnie „Wyobraźnia i myśl”, też co prawda uderzająca w czułostkowość, ale jakby przy okazji, szkic porywa się raczej na diagnozowanie źródeł przemian w XX-wiecznej sztuce, na szukanie paraleli między nią a światem nauki, w odkryciach fizyki kwantowej itp., bez stawania na samej tylko ubitej ziemi literatury. Ta rozpiętość jest dla mnie budująca, i jeszcze coś: mimo nasycenia wywodu długimi cytatami z Bohra i innych, wydaje mi się on przystępny jak diabli (nad samym Bohrem pewnie bym się zaziewał). Ale i tak najciekawsze są w książce rzeczy pisane o konkretnych autorach, zjawiskach, dziełach (niekoniecznie w ramach walki, o której mówisz): o Jądrze ciemności Conrada, o grach Dürrenmatta, o dwoistości duszy u Goethego, Eurypidesa, Strindberga. Widać w nich jakąś naturalną dla Wirpszy rozległość i synkretyzm w podsuwaniu tropów, mamy coś z Bacha, a zaraz coś z tragedii greckiej, przy czym są to źdźbła wiązane konsekwentnie we „własne” snopki, zgodnie z wizją wywodu i czymś w rodzaju zasady „przypadkowe skojarzenie też musi pracować”. Będę się upierał, że to jednak praca swobodna, że Wirpsza więcej gra na talerzach (eseistyka Pounda: stopa).
RW: Jeżeli odpowiem: że dla mnie gra na fortepianie / I jeżeli dodam: że dla mnie gra w szachy / To choć pełna zgoda nie zapanuje między nami, / Zapanuje zgoda / Niepełna, jednak / Rdzenna: gra się tu i tu.1
(Czytaj dalej…)