Konrad Góra — „Requiem dla Saddama Husajna i inne wiersze dla ubogich duchem”
Cyc Gada

Tomek Grobelski: Pamiętasz czytelniku wierszyk Glyna Maxwella Rozbicie? Ktoś rozbił nasz drogocenny witraż. Historia rozsypki, która zbliża, dialektyka ruiny z momentem towarzyskim. Everybody kombinerki. Czego tu się nie robi dla sestyny! I innych konstrukcji! Których nie potrafię nazwać. Dużo. Wszystko. Imponująca faktura tych sestyn, niemal namacalna, bliska idealnej. A jak zazdrośnie strzeże przebiegów sensu, które przecież tam są, muszą być, logiczne i pewne jak okablowanie bionicznej nogi. Mówię wam, te sestyny są tak dobre, że nie trzeba ich czytać. Ale. Pomorfologizujmy dalej. Obok wierszy o konsystencji kaszy, jakieś krótkie somatyczne przebiegi, i w ogóle wiersze dłuższe i krótsze, o przeróżnej wersyfikacji, regularnej lub nie! Pilnik i palnik. Gdybym miał zgadywać w czym robi Góra, wskazałbym na metal. Żelazowa wola. Nie, przepraszam. Wiersze, które ranią. Poezja, która waży. Żyd Polak, tak pseudonimuje się sytuacje z użyciem ostrych krawędzi. Język to nie je bajka, język to je dron. Piotrze?
Piotr Janicki: Wiersze dystychy, wiersz-krzyż, wiersz-sikający bawół. Dawno nie oglądaliśmy swoich tatuaży. Opuszczony czerwony ciągnik w starym lesie, ściśle między drzewami. Hmm, więc jednak niesemiotyczny szablon, tatuażnik ryje w emocjach. W wersji Konrada Góry idzie to tak: „Bo lubię woń bez/Treści.”
Pamiętasz czytelniku sestyny takiego Lorki? Śpiące erynie kominów; około 1955 roku w województwie stalinogrodzkim poznali się (…) i (…) Patrzą, a ich kominy znikają za nogawkami parlamentarzystów, którzy coś do nich szczypiaszczą. Niedaleko podobnie nieostrych obrazów albo konkret, albo, nieco dalej, abstrakt — bliskie sobie w semantycznej przestronności, podłączone do jednego serca i — niech mnie ktoś poprawi jakby co — nitkowatego tętna. Nie, przepraszam. Jeżeli tonację określają takie rzeczy jak regularna strofa, to niekiedy w prezentowanym tomie melancholia zsuwa się po igle ekstazy sterylizowanej na ogniu z zapalniczki. Czy Góra pali?




