Mieczysław Piotrowski — „Ja pana nie przerobię…”
Cyc Gada

Działalność rysunkowo–satyryczna i współpraca z czasopismami stanowiły przez lata główne źródło utrzymania Mieczysława Piotrowskiego. Dzięki książeczce mamy sposobność zapoznać się z niektórymi jej efektami, do czego wesoło zachęcam, wyniesie nas to grosze (Andrzej Szpindler donosi o zakupie za 1 zł) i będzie stanowić doskonałą, nieco kwaskowatą przekąskę między solidnymi haustami, jakimi wchłania się światy z powieści pisarza. Trudno mówić o istotnym skorygowaniu obrazu Piotrowskiego dzięki tym szkicom; na pewno jednak wyczuwalne są w nich wąziutkie, mikre i nienachalne połączenia z tymi samymi mądrością, humorem i poezją, które stanowią główne napędy książek i które najwyraźniej nie dawały się łatwo gasić koniecznością wytwarzania na akord. Kreska w rysunkach jest szybka i foremna, treść żyje z dnia na dzień, co jeszcze? Nieugłaskany zadzior, wklęsłość wejrzenia, coś, co separuje wymowę obrazeczka od typowej, zorientowanej na „epokę” satyry i co unosi go odrobinę ponad miejsce w gazecie, które przewidziano na śmieszną rzecz. Jeśli anegdota, to subtelna. Jeśli zobrazowanie aforyzmu, to z nieuchwytnym bonusem. I tak by to było, w wadze piórkowej Piotrowski radzi sobie (też) doskonale.
tsz



