Adam Kaczanowski — „Czarna skrzynka”
Cyc Gada

Dziś pragnę zaprosić Państwa do lektury dwóch wczesnych wierszy Adama Kaczanowskiego.
Zbiorek Czarna skrzynka ilustrują rysunki Katarzyny Bochenek i wszystkie przedstawiają otwory, do których wlatywa zimne powietrze bez humoru, pchające przed sobą osła światła. Dziś już się nie dowiemy, czy tytuł tomu Komórka dawałby radę, ponieważ twórczość Kaczanowskiego byłaby z tym tytułem w zupełnie innym miejscu.
Przypominam, że lalkę voodoo kojarzymy z zadawaniem bólu tu, nad ziemią, pod ziemią pewno się je karmi surowymi ziemniakami albo sadza w najczarniejszych zakamarkach, by czerpały radość z przeszywającego głowę, brzuch (a tam serce) i 4 kończyny zimna.
Jeżeli chodzi o pierwotne znaczenie terminu „czarna skrzynka”, to nawiązuje do niego druga strofa wiersza poniżej, a następnie — w kontekście tytułu zbiorku i jej samej — dalsze strofy. Zapraszam serdecznie.
pj
czarna skrzynka
Pewnego dnia świerszcze
skakały mi między nogami
jakbym je nakręcał czy dodawał odwagi
Upodabniały się do luksusowej fontanny po obu
stronach chodnika, na zaniedbanej trawie.
Wyglądało to jak
wielkie przygotowania do przejścia tędy gwiazdy musicalu.
Działo się to dawno temu, ostatniego lata,
żeby nie zapomnieć uczucia które zawdzięczam świerszczom
piszę o nich raz na pewien czas
kontrolnie, by sprawdzić co jeszcze pamiętam.
Ciągle pamiętam dużo.
Lecz nie wiem już zupełnie co było przedtem i po.
Która była godzina, pamiętam wieczór.
I nie wiem co działo się ze mną i
ze wszystkimi.
Chociaż ładują się we mnie,
robią to niechcący.
Ojciec mojego ojca, kiedy zmarła mu żona wysłał nam,
mieszkającym w zbyt dużym i za dalekim mieście
kartkę
„Czuję się jak mały szczeniak, sam chodzę po pustym domu”.
Tym samym, który kiedyś,
wyjeżdżałem do pracy
rowerem. Obejrzałem się za siebie,
dach błyszczał cały. To słońce odbijało się w skrzydełkach
motyli, które pożerały nasze okoliczne lasy. Było
ich tak dużo, że obsiadły cały dach.
Teraz już je wytępili,
pryskając przeciwko szkodnikom.
Potem wracaliśmy do domu, ojciec pod koniec drogi,
już w naszym dalekim i dużym mieście.
Które nie do końca było jego,
Zbiory w mieście były marne, marne krowy i nie to mleko,
warzywa. Przypomniał sobie o swoich okularach,
które jak zwykle zostawił
na miejscu, gdzie powietrze nie było wcale lepsze,
ale takie się wydawało, w domu,
który dawno temu motyle
szkodniki przystroiły jakby na potrzeby musicalu.
Może o jakimś facecie z brodą, który za pomocą słońca i
luster pokonał flotę wroga.
Chociaż ładują to we mnie, robią
to niechcący. Cudzy głos ze sztucznej szczęki.
Wszystko to, w co nie wierzę:
Dusza pełna imion dalszych i bliższych znajomych,
numerów telefonów. Sąd ostateczny
nad nią. Waga słów, kogucia lub lekka.
Mistrz słów wagi lekkiej,
Bóg który kocha mnie czy nienawidzi.
Czy jest mu to obojętne. Całe walizki wspomnień, samochód
kombi, w którym mieści się czwórka dzieci i pies,
i całe wakacje.
Gdyby wypakować wszystko to ze mnie,
co wpakowali tam inni. Świerszcze i motyle.
Dawno wytępione przez czas.
Werdykt najwyższego jury zabrzmi tam
echem w pustym, pozostawionym pomieszczeniu.
Możliwe, że o czarnych, trudnych do opisania ścianach.
UPRZEJMIE PROSIMY O OTWIERANIE I ZAMYKANIE DRZWI.
(17.01.1997)
wierszyk zagadka
wiem że w portfelu trzymam bilet sieciowy legitymację
w czarnej oprawce stary bilet do Katowic legitymację
dkf i bilet kartę telefoniczną na dwadzieścia pięć impulsów
kartę z wypożyczalni kaset wideo kartę biblioteczną
kilka zapisanych kartek guzik z napisem jednego
franka dwadzieścia złotych i dziewiętnaście groszy
Jutro część z tych pieniędzy wydam
?
Arkusz ukazał się w 1997 roku jako dodatek do Kwartalnika Kulturalnego „OPCJE” (3/97).
Redakcja CG zachowała oryginalną interpunkcję.
Komentarze (1) do “Adam Kaczanowski — „Czarna skrzynka””
Skomentuj
Musisz być zalogowany aby skomentować.

gosia dobosz stwierdził(a):
Przypominam, że watę cukrową kojarzymy też z za małą budką, a laleczkę z miłym dreszczykiem, słodką naiwnością :)
Wysłany 3-10-2008 o 11:28 | Permalink