Ziemniaczki z kotlecikami (10) i kompot
Cyc Gada
Leszek Kieniewicz
Whole lotta love
Ile wlezie miłości
Dariusz Sośnicki
Potwór
Pociąg, którym wracałem
przez wielką równinę,
mówię ci, to był potwór
z napęczniałym brzuchem.
On miał leże w Puławach,
żerował w Warszawie,
dzieci go pozdrawiały,
a on je połykał.
Teraz bawią się razem
chłopcy z blokowiska,
dziewczynki z zapałkami,
eskulap z palestrą.
Rodzice im zdążyli
wrzucić po zabawce,
są chomiki w akwarium,
playStation i klaser.
Coraz starsi rodzice,
tęsknota ich trawi,
teraz oni przychodzą
pozdrawiać podróżnych.
I na zegarki patrzą
w ciemnych okularach,
i palą, i nie wiedzą,
że się już nie pali.
Aż podniesie kotwicę
lodołamacz „Smutek”.
Ruszy Letnia Szkoła
Wspólnego Języka.
Byłem tam, wiem, co mówię,
to był gruby potwór –
pociąg, którym wracałem
przez wielką równinę.

Grzegorz Wróblewski
RODZAJ DYLEMATU (i
dochodzi tam do niesprawiedliwego podziału żywności, co powoduje ogólną nadaktywność cieni
i
w efekcie zaczyna powstawać literatura of(f)ensywna)
W nocie jednego z wydawców wyczytałem, że moje wiersze…
że to poezja o prozie życia –
o owadach,
mandarynkach,
ptakach,
wychudzonych mężczyznach cierpiących na raka,
żebraku,
odwiedzinach u matki,
czynnościach codziennych.
Tak się złożyło, że jestem również autorem następującego utworu lirycznego:
Zacznijmy wszystko od nowa:
Strzelają do mnie z łuku,
a ja tylko… serdeczny
uśmieszek! Wyjmuję strzałę
z dupy i grzecznie czekam
na drugą. Czy właśnie
o to Ci chodzi???
Pojawia się więc pytanie, do której grupy należałoby go zaklasyfikować?
do tych o
owadach
mandarynkach
wychudzonych mężczyznach cierpiących na raka
żebraku
odwiedzinach u matki
czynnościach codziennych?
Pokusa symbiozy! Byłby to wtedy wiersz o owadzie obżerającym się mandarynkami,
do którego strzelają z łuku wychudzeni mężczyźni cierpiący na raka,
natomiast mądry kruk obmyśla już zemstę,
A wszystko
widziane oczyma żebraka, przegranego narcyza, który
po kolejnych odwiedzinach u matki trafił na oddział psychoneuronikomuniepolecamy,
lecz przez pomyłkę wsadzono go do baraku, gdzie leżakują pacjenci o zupełnie innej niż on diagnozie
& orientacji…
Wiersz ten może być także o strzale wyjmowanej z dupy,
wieczorem, po zachodzie słońca.
W takim przypadku należałoby rozszerzyć notkę:
poezja o prozie życia –
o owadach,
mandarynkach,
ptakach,
wychudzonych mężczyznach cierpiących na raka,
żebraku,
odwiedzinach u matki,
czynnościach codziennych,
strzale wyjmowanej z dupy
(wieczorem, po zachodzie słońca).
Jacek Bierut
Zwierzę; nieustannie bada wnętrze swojej klatki
Stępiło je długie życie, starło je, choć jadły to,
czym żywią się żółwie. Bo chciały być twarde
lub chciały być smukłe. Wypukłe, aż chciałoby się
zacisnąć połówki pancerza, jakbym, cholera,
miał w planie fest długie życie
i nie miał pod skórą zwierza, i gdzie indziej
miał zamieszkiwaną przez siebie twarz.
W ogóle, po co ja to mówię? Gdyby się dało
słyszeć szczękanie czarnych literek,
jak potrafią szczękać żółte zęby,
zacieklej badałbym wnętrze tej klatki.
Ale nie dotyczy to kogoś, kto chichotał w saunie
z żonami kumpli. Ale nie dotyczy to kogoś,
kto chodzi do pracy zawsze przez ten sam most.

MLB
Oburzająco
Oburzająco, bezczelnie podświetlone dziś
niebo, i pysznie, z warstwami chmur waniliowych,
cytrynowych, później truskawkowych, jeszcze później
jagodowych, które tu, niedaleko ujścia Rudawy,
chętniej jednak nazywane są borówkowymi.
A wszystko to podlane granatowym sosem,
z którego skosem sterczą kreski po odrzutowcach.
Wypiłbym je całe przez taką rurkę, nawet
z błyskawicami. Ale co właściwie chce mi powiedzieć,
jaki jest jego przekaz? Czy nie zaszkodzi mu
to wyżywanie się w estetyzujących sztuczkach?
Czy nie zatraca z pola uwagi własnej powagi i wagi?
Mgła do ramion, którą przywiało znad rzeki,
teraz w kącie Błoń, koło boiska Juvenii, wyczynia
dzikie srebrne trawy.
Edward Pasewicz
Tuż po wyjściu z domu
Błoto mówi, chlupie, deski ociekają
Co mówi błoto ja zupełnie nie wiem,
Ja chyba nawet nie śmiałbym wiedzieć,
Co mówią mi rzeczy domyślam się tylko,
To jest zagadka, to wzór a to przekład.
Co jest tu dźwiękiem, co znakiem,
Zapis to byłby patyk przy butelce?
Drzewko w betonowej szczelinie, zamokłe
Śmieci co wypełzły z rozerwanego worka.
Co mówi deszcz? On uwziął się na mnie,
Chce żebym wiedział, drżał i czuł.
Taki język najszybciej pojmuję, chłód
Pełznący od karku w dół, potem pewność
Że niczego nie zmienię i świadomość
(już poza słowami), że ani skowyt ani bunt
Coś pomiędzy, jak najbardziej pomiędzy.

Marcin Sendecki
[Nowy adres]
Nowy adres w pasażu: „Abrakadabra.
Ubranka do chrztu”. Lustro zbrzydło,
Zmętniało. Trwa kampania w intencji
Świadomej alergii. Jeśli zamierzasz krwawić,
Wystaw serdeczny palec. Wychuchane
Paznokcie potrzebują snu zanim gin spłucze kurz.
W takich razach zachowawczy
Chłopcy mogą raportować deficyt energii.
Jan Riesenkampf
Pacanów oraz bazylika mniejsza w Pacanowie z obrazem Matki Boskiej
Matko Boska Pacanowska, kraju tego pani
którą wielbią ci wypluci i ci porąbani
gdzie podobno nie zsechł wiary korzeń oraz kłącze
dużo musisz mieć zamówień więc się też dołączę.
Ujmij w ramię Twoje święte namoczoną ścierę
i świętoszków od Rydzyka pogoń w czort cholerę.
Niechaj w kraju świecie znany klasyk kabaretu
wykonuje wciąż swój zawód, ale lepiej nie tu.
Panno z dzieckiem w starym chlewie świecąca na niebie
rosa pąki wypaliła korzeń śmierdnie w glebie
brak mi ciągot Panu Bogu by zaglądać w karty
ale mam tę intuicję, że się kończą żarty.
Ziemia co się raptem stała — bożkiem ex machina
który skopie każdą dupę co się nań wypina,
język — szkopy nie wyrwali — a dziś staje kołkiem
dobrze temu co się zrodził prawdziwym matołkiem!
Lecz — dopóki wciąż żyjemy — uśmiechnij się pięknie
i przeczyste Patrii łono coraz mniej niech cieknie.
Chroń nas od charyzmatyków, wybawców, tyranów.
W wolnej chwili — pobłogosław cały twój Pacanów.

Maciej Woźniak
Murowanka
Szum z górnopłuków, przez ściany, kiedy wchodziłem
tymi samymi schodami, z których za dwadzieścia lat
Robert zrzuci ojca. Huk jak chóry von Karajana, albo Panie,
zmiłuj się nad nami dla wszystkich kotletów
tłuczonych na taboretach. Odkąd wyszedł, czasem
zaczepia o dwa złote, zwracam mu za bilety do tamtej
filharmonii, regularnie wpłacam na mój jedyny fundusz.
Mariusz Grzebalski
Geometria
Na co patrzy mężczyzna z balkonu naprzeciw?
Nie widzi innych bloków, to pewne.
Co w takim razie widzi?
Z tej odległości przypomina nieruchomego ptaka.
Może nawet — martwego ptaka.
Nie sposób dostrzec, co odbija się w jego źrenicach.
Czy w ogóle coś.
Jest zbyt cicho jak na tę porę dnia
i zbyt ciepło jak na tę porę roku.
On patrzy na coś, czego nie widać,
ja patrzę na niego, dla niego niewidoczny.
Potem, jak na komendę, odwracamy się,
on zamyka drzwi balkonu, ja oczy.
W rolach czterech listopadów wystąpili: psisko (aut. Konrad Smoleński), kowboj (aut. Krzysztof Łukomski), kolorowe koła (aut. Marcin Matuszak) i kaloryfer (aut. Adam Piasek). Dziękujemy!
