Parental advisory — explicit haliku
Wojciech Szczupak
Czytając przetworzone przez Wojciecha Szczupaka haiku („haliku” jak chce autor) przez chwilę pomyślałem o Miłoszu i jego monumentalnych przekładach i o tym, jak w te japońskie filiżanki (czarki?) przelewał był nasz noblista mądrości o wierzbach i chodzeniu do kaplicy, tłumacząc je zresztą nie z oryginału lecz z języka angielskiego, a zaczepiony na tę (bądź inną acz podobną) okoliczność odpowiadał, że „znajomość języka oryginału nie jest (mu) do tłumaczenia potrzebna (czy konieczna)”. Haliku Szczupaka mam za nowy wiew w tę tradycyjną polską formę, i tu zakończę, zachęcając jednocześnie do śmiałego zapoznania się z resztą utworów naszego rodaka ze słonecznej (dzisiaj — 22 stopnie) Barcelony.
tg
Tęsknota (haliku – haiku z Podhala)
Piździ — nie ma jej
Duje
ani jego
mieć czy być?
raport ze stanowisk
zajmowanych przez dwa i pół pokolenia Polaków wobec
ci z głębokiej komuny mieli do usrania tego całego być
– chcieli w końcu coś mieć
my, ich dzieci, — powiedzmy 76 — nie mieliśmy, a potem mieliśmy
w zasięgu ręki całą ziemię
(przynajmniej tyle, ile szatan pokazał Jezusowi na pustyni)
ale nie wiedzieliśmy, co z tym robić
– z braku woli zaangażowania w proces nabywczy jesteśmy
no i są jeszcze ci trochę młodsi (ale jeszcze nie nasze dzieci)
– oni nie rozumieją w czym problem
Klub Zagranicznych Korespondentów w Chinach
nie kryje oburzenia (IAR, JG /14.08.2008 07:45)
Słynny atleta w mieście Pekinie
Coś bardzo dziwnego posiadał w urynie
Ku zdziwieniu medyków
Ktoś ukrył się w siku
Z małym transparentem, że Tybet nie zginie
Perpetuum mobile
Im lepiej, tym gorzej
I vice versa
Guzik znaleziony w urnie
Umarłem 17 października. Chociaż nie jestem pewien, czy może nie trochę wcześniej. Myślę jednak, że zabiłem się podczas wspinaczki na Pared de Aragon w rejonie Montrebei. Jest to całkiem prawdopodobne , bo szanse przeżycia upadku z pięciuset metrów są bardzo nikłe. A może miałem wypadek samochodowy. Trudno powiedzieć. Wbrew powszechnej opinii śmierć nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania.
Potem już nie żyję. Właśnie to, potem już nie żyję. Wracam do domu. Padam w ramiona mojej ukochanej. Cieszymy się naszymi ciałami. Patrzymy na siebie. Zasypiamy obok. Rano jemy śniadanie i słuchamy radia. Na zewnątrz jest rześko, ale słonecznie. Okno balkonowe jest lekko uchylone i czuję, że zima, podobnie jak rok temu, przyjdzie nagle — z dnia na dzień. I wszystko to dzieje się wtedy, kiedy ja już nie żyję.
Może istnieje gdzieś Danielle, która dzwoni do mojej matki i dłuższą chwilę szuka właściwych słów. A potem zaczyna coś mówić, ale sama tego nie słyszy. Widzi za to siebie stojącą na drżących nogach. Prawą ręką opiera się o komodę. Jej mięsiste usta muskają mały czerwony telefon komórkowy. Nie może tego wszystkiego zrozumieć. Nie wie co robić. Wszystko wydaje się jej takie nierealne. Powtarza się. Po drugiej stronie moja matka spośród wszystkich możliwych ról wybiera rolę mądrej indianki — matki plemienia, pocieszycielki.
Ale tak nie jest po śmierci.
Po śmierci moja Danielle trochę słabo poczuła się po śniadaniu. Zastanawia, się czy pójść do pracy. Perspektywa leniwego dnia jest bardzo kusząca, ale na samą myśl o przychodni i kaszlących babach, zbiera się w sobie.
Ja tymczasem wychodzę do miasta. Muszę się zastanowić. To przecież mój pierwszy dzień odkąd umarłem. Wysiadam z autobusu w centrum. Przechadzam się po tych samych uliczkach co zwykle. Na razie czas mija mi na podejmowaniu decyzji co do następnych kroków. Nagle przypominam sobie, że zostało mi jeszcze pięć dni urlopu. Świetnie się składa. Głupio by było iść do biura tak zaraz po śmierci.
Gdy umierasz, pozostajesz tym samym człowiekiem, więc w gruncie rzeczy nie robisz niczego, czego nie zrobiłbyś za życia. Nie zaczniesz nagle ni stąd, ni zowąd krzyczeć i podskakiwać na środku chodnika. Nie robię tego i teraz, tak samo jak nie macam przechodzących nastolatek po cycuszkach.
Wszystko za to jest bardzo oczywiste. Śmierć nie jest ani zabawna, ani wulgarna. Jest może subtelna, może łagodna. W każdym razie nie zaskakuje. Nie potrafię teraz odpowiedzieć na pytanie jaka jest, bo nie wiem jakiego rodzaju odpowiedzi oczekiwałbym, gdybym o to pytał jeszcze tydzień temu.
Kilka godzin później siedzę w kawiarni i patrzę na świat nowymi oczyma. Danielle nie poszła do pracy. Spotkamy się tutaj.
Teraz Danielle wślizguje się do kawiarni a wraz z nią zima, która nadeszła w międzyczasie. Chce mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Odprawia kelnera. Nic nie będzie jadła. Pić też nie.
Będziemy mieli dziecko.
Przez dłuższą chwilę szukam właściwych słów. Dla niej to cała wieczność. Na mojej głowie wyrasta szpiczasty, granatowy kapelusz w żółte gwiazdy. Teraz dla Danielle jestem magiem. Wszystko co powiem, wszystko co zrobię, będzie zaklęciem. Jestem magiem hurtownikiem. W jednej chwili wyczaruję rzeczywistość dla nas troje.
Nie słyszę co do niej mówię. Ściskam i całuję jej dłonie zamknięte w moich dłoniach.
I wtedy po raz pierwszy zadaję sobie pytanie, czy aby na pewno umarłem.
Komentarze (1) do “Parental advisory — explicit haliku”
Skomentuj
Musisz być zalogowany aby skomentować.

F1 stwierdził(a):
Wargi zbyt zziębnięte
Żeby paplać -
Wiatr jesienny.
(tg z jego myślami o monumentalnych przekładach
poświęca
komentator:)
Wysłany 17-11-2009 o 22:48 | Permalink