Edward Pasewicz — „Henry Berryman Pięśni”
Cyc Gada

O co chodzi, o polskiego Johna Berrymana? Kontrowersjom nie ma końca… „Wyjeżdżam do (…) — odnotuje Hęryk — tam (…) jest”, o kwiatach powie: „Hęryk wielbi tulipany, ponieważ one nie są kontrrewolucyjne. Poza tym Hęryk ma na koszulce napis Join to homosexual intifada, co świadczy o tym, że czasami jada narcyzy”. Będzie stanowczy („Hęryk nie pływa, Hęryk się nurza”), kapryśny („źródłem duchowej mocy Hęryka jest Pakistan”), tajemniczy (na siódme pytanie: „Czy mgła Hęryka onieśmiela?” nie odpowiada), przewidujący (ósme pytanie nie pada w ogóle), majętny i bogobojny („Hęryk odziedziczył kapcie Junga”), uwierzy w siłę woli (o skale: „Nie przewróciłaby się, to fakt”) i siłę rozumu („Hęryk jest przekonany, że to Ibn Abdullah, który napisał Patelnię Parmeńską, wmówił całemu światu, że istnieje coś takiego jak znaczenie”), pozna siłę przyzwyczajeń (na pytanie: „Jakiej wielkości akwarium potrzebuje dusza skalara o długości 0,5 cm?” bez wahania odpowiada: „Musi mieć co najmniej metr na metr i sosnową podłogę”), zaśpiewa:
pj, ep
Hęryk za dnia jest Hendrykiem
Hęryk za dnia jest Hendrykiem,
nocą zajmuje go kultura & wyższe stany
świadomości. Ślicznie pokłony robi
przed lustrami rano i myje kły
szczerze wierząc, że nie jest mieszanką
cukru i benzyny.
Miasto jest zawsze stolicą jego smutku,
tysiące okien, ludzi i każdy mógłby
z Hęrykiem prowadzić rozmowę.
Jakby to było pięknie tańczyć wokół
pnia i zapominać, że znów trzeba włożyć
skarpetki z poprzedniego dnia.
Ach, smrodzik z tą animą & animusem,
puer aeternus wkradł się w źrenicę i kuka,
chłopiec w kapturze z pochodnią w dłoni,
smużka dymu płynie w stronę Hęryka.
Hiena śpi na południu.
A jak tu odkazić taką ranę
A jak tu odkazić taką ranę, kiedy
mu się aneks kuchenny (ten bez okien
jak monada potwór) wydaje duszny.
Nikt z sąsiedniego okna nie spojrzy &
goląc się w łazience nie wzruszy
jego samotnym w kapciach siedzeniem.
Czyjeś łkanie by łyknął jak tabletkę
na strach, że tu trawa nie dotknie
go wcale, że ptak żaden (venitas),
nie będzie mu szczebiotał:
Hęryku, zmartwychwstanie, Hęryku.
Kaszle i pluje przecież normalnie.
Ma tron tutaj w kuchni i tarota
rozłożył, a nawet szachy & inne
niezbędne przedmioty, trwaj chwilo,
mówi Hęryk, ale bez przesady.
Nocą, gdy świateł nie będzie, posprząta,
nikt go nie zobaczy, nikt nie zapamięta.
Dziecko gasi światło i zmyka.
Iti Ha Asa
Coś chciał Hęryk na temat natury,
lecz myknął mu temat, Hęryk chichotał,
ale jak mu mówili faryzeusze:
stary, to jest chichot z dna.
Widziałem kiedyś pobielane kości,
faceta w kinie, co prawdziwie łkał.
Hęryk na pięcie obrócił się raz:
narysuję mapkę, na piasku znak,
ale mu powiedzieli piśmienni fachowcy:
„Tych rur, proszę pana, nie zeżre
żaden rak”. Hęryk, ach, Hęryk, z twojego
łba strzelają pędy bambusa i płoną jak flary.
„Biedna ta polityka w twoim wydaniu,
w gwiazdozbiorze swołoczy jest
skrytka dla psa, w pękniętej mandali
zakątek dla kurzu, gdzie ja Kaja,
tam zielony gaj i buldożer rzewnie jęczy,
jak siebie znajdziesz, to daj znać”.
Wiersze prezentujemy dzięki uprzejmości Wydawcy (kserokopia.art.pl).

Skomentuj
Musisz być zalogowany aby skomentować.