Glisty ludzkie (dwie pierwsze)
Adam Kaczanowski
W 2112 roku wybudzają z hibernacji Walta Disneya. Walt opowiada, że widział zaświaty. Były tam piękne kobiety-motyle kopulujące z obrzydliwymi mężczyznami-glistami. Słyszał dźwięki anielskiej harfy i — upiera się przy tym — potężne trąby jerychońskie. Waltowi nie daje spokoju pytanie, czy widział przed sobą niebo, czy piekło. Wielebny Mickey odpowiedzialny za ewangelizację neohollywood, po przeanalizowaniu wszystkich przesłanek orzeka, że neodusza Walta przebywając w stanie hibernacji ugrzęzła gdzieś na granicy sacrum i profanum. Walt publicznie oświadcza, że Mickey to dla niego zwykły szczur, popaprana mysz kościelna, i że ma go centralnie w dupie.
W 2211 roku, na podstawie materiału genetycznego zebranego z autorskiego egzemplarza pierwszego wydania 49 idzie pod młotek, udaje się wyprodukować klona pisarza Thomasa Pynchona. Po rocznym okresie adaptacyjnym Thomas zaczyna mówić. Opowiada głównie o pięknych mężczyznach-motylach kopulujących z wyuzdanymi kobietami-glistami w rytm — upiera się przy tym określeniu — jakichś dupiastych trąb jerychońskich. Chce napisać na ten temat libretto, ale po kilku próbach stwierdza, że — po pierwsze, coraz bardziej przeszkadza mu fikcyjność własnego istnienia, po drugie, wszystko jest nic niewartą fikcją, po trzecie w końcu, najlepiej wychodzi mu łowienie ryb na granicy z Meksykiem.
