Joan Brossa — „62 wiersze”
Cyc Gada

Pamiętam, że gdy byłem mniejszy, to jako pomiarowy pojechałem z ojcem i jego trupą na wymianę osnowy w okolice Sz.
Idąc tak od kamienia do kamienia około południa znaleźliśmy się w końcu na torfowisku, gdzie też miał być kamień.
Jest kamień.
Kamień, lecz nie mogliśmy rozstawić nad nim teodolitu, dlatego że najmniejszy krok poruszał urządzeniem i wiadomo. Byłem najlżejszy, więc postanowiono, że ja przy nim stanę. Jak oni ten, to ja ten, potem ten i już — łatwizna.
Dumny z powierzonego mu zadania stanąłem sztywno. Zapomniałem po co jestem i jąłem się bawić: kilkoma stąpnięciami przemieszczałem w sobie środek ciężkości, pęcherzyk libelli wymykał się z okręgu na szybce, po czym wracałem do poprzedniej pozycji… „To jest czułe — myślałem i nie wiedziałem jak co; wtedy i przez długie lata. Po lekturze tomu Brossy wiem jak co, jak wiersz.
pj
***
Ptaki
mają ciało pokryte
piórami; zgięty dziób,
dwie łapy i dwa
skrzydła.
Ten wiersz poruszany jest
przez drut ukryty wśród
linijek.
Zabawka z wężami
Wąż
Wychodzi ze szklanki, wspina się
na drzewo i chowa
wśród gałęzi.
Inne podążają za nim i chowają się
w tym samym miejscu.
Nie myślcie, że
na dnie szklanki jest dużo węży:
są tylko dwa; podczas gdy
jeden wspina się na gałęzie,
drugi zsuwa się po pniu
i dlatego wydaje się, że jest
ich wiele.
Droga
Ślady wołów wyglądały tak:
C C C C
C C C C
Po drugiej stronie musiała być
obora.
Rękawiczki
Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć.
Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć.
Pięć i sześć: jedenaście palców.
Koncert
Sestyna dla Igora Strawińskiego
Więc mówiąc milknę i uderzam w bęben;
z trzciny zrobiłem sobie dzisiaj flet;
i nieomylnie tonę w nurcie rytmu.
Ktoś spalił brodę dotykając trąby,
języki przecież są mieczami struny,
i spada twarzą w dół do środka tuby.
Gdzie położona jest ojczyzna tuby?
Pilnują ubrań tłumik oraz bęben.
Raz prężnie, a raz wiotkie niby struny
skowyty wiatru przebiegają flet.
Są drapaczami gór trąbki i trąby
i wielką sztuką jest nie zgubić rytmu.
Pośpiech z lenistwem doglądają rytmu
i wszystkie kłamstwa giną wewnątrz tuby;
broda pomaga rosnąć sławie trąby
z węgla i stali, tych który lubią spalać flet.
Nocami czuję, że pożądam struny.
W jedwabiach toną ci, co szarpią struny.
Rąk mi brakuje, więc się trzymam rytmu,
który nie zważa na kwitnący flet.
Jak pokłócone brzmią trąby i tuby.
Wyjmuję kulę, potem wrzucam w bęben.
„Kto bierze, płaci”, rzeczą na to trąby.
Wszystkim, co lubię gardzi ten od trąby.
W zegarkach pękły sprężyny jak struny.
Wół padł, bo walił w bębenek i bęben.
Owoc nie wadzi w przyspieszeniu rytmu
póki się karmi żmije wewnątrz tuby
i z ust otwartych wylatuje flet.
Ileż powietrza mieści w sobie flet!
Palce śmigają wśród fletu i trąby.
Nagle przewraca się podpora tuby.
Płaczę ze śmiechu i naciągam struny.
Tak dzień przemija zgodnie z planem rytmu,
który z kamieni w noc opróżnia bęben.
Pozostał bęben spalony przez flet
i w nurcie rytmu trąbki oraz trąby
uderza w struny solista od tuby.
Z katalońskiego tłumaczył Marcin Kurek.
Redakcja składa podziękowania dla „Księgarni Akademickiej” (www.akademicka.pl)

Skomentuj
Musisz być zalogowany aby skomentować.