Adam Kaczanowski — „Życie przed śmiercią”
Cyc Gada

Adamie,
jest Pan poetą, w którego wierszu czułbym się bezpiecznie. „Brudny Oscypek szuka w kopczyku baleronowej sztangi” — oto jak myślę o moim dzieciństwie czytając Pański wiersz pt. „Już w kinach”.
Przychodzą do mnie różne prawdziwe myśli, kiedy czytam Pański tom, a kiedy są trochę mniej prawdziwe, to wtedy są śmieszne wedle zasady, że wór życia ciągniony przez człowieka pchającego przed sobą wiersz zachowuje się śmiesznie, co zwykłem moim studentom przedstawiać poniższym schematem: śmiesznie-człowiek-„śmiesznie”, gdzie śmiesznie jest wierszem, a „śmiesznie” worem życia.
Jeśli mogę powołać się na Platona, znajduję w życiu doczesnym sytuacje, w których wystarcza mi cień taczki1, nie — cała taczka, żeby o niej pomyśleć, tj. o taczce. W ten właśnie sposób oglądam napisane przez Pana obrazy, mianowicie jak Pan to ujął w wierszu „Tak albo nie”: „(wierzysz mi przez telefon)”.
A jeśli po przeczytaniu Pańskiego tomu nazwałem rybkę akwariową imieniem Albo, zrobiłem to ze starczej przekory.
„Zawsze będę z Panem” — oto jak chcę zapamiętać dzisiejszy dzień.
Pański, itd.
prof o
Problem, który nie istnieje
Żyjemy razem w domu na wsi
we Francji, karmimy nasze stado psów
charty i wilczura i koty które
wychowywały się razem z psami
i mają na imię Vincent.
Mamy pół lasu i żywopłot
otaczający nasze życie.
Za bramą spotykam drugą kobietę
którą całuję kiedy leje deszcz
która nie wchodzi nigdy do domu
ale budzi zazdrość w kawiarniach
w których umawia się ze mną i nie
zawsze przychodzi.
Jest za twoimi plecami i składa się
z antymaterii. Nie lubi dzieci
i naszej połowy lasu. W jej połowie drzew
dudni głośno muzyka ptaków
pożerających liście. Kiedy ty lubisz
gruszki ona zjada jabłka
i rozkazuje mi jeść to samo.
Więc całujemy się ukryci za żywopłotem
za którym żyję z tobą.
Idziemy mostem, we trójkę. Tamto to tramwaj
a to nie jest niebo tylko chmury
odbijające się w rzece.
„A kim ty właściwie jesteś?” pytasz
a ona nie pyta mnie o nic tylko proponuje
przeskoczyć nad samochodami.
„Jestem swoim własnym lustrem, w którym
odbijam się zachwycony sobą
i raz po raz wami po mojej lewej i prawej
stronie. Nabieracie moich kolorów
i ona gryzie mnie w ramię a ty całujesz w szyję.”
Nie wiem czy moje wspomnienia są prawdziwe.
Tak jak tryb życia, jaki prowadzi mój lekarz.
Trzymaj się, Albercie!
Karuzela w wesołych miasteczkach wygląda o piątej nad
ranem jak wyłączona meduza o żarówkowych parzydełkach
jak kapelusz meduzy. Przypomniały mi się dwie starsze
kobiety i syn jednej z nich,
jedna o włosach grubej śpiewaczki,
makaronach, druga w płaszczu i berecie w jakich wdowy
przypominają sobie, że są wdowami. Kobiety rozmawiały
o swoich nienormalnych synach i bogatych i wyrodnych
matkach. Nad nimi pochylał się jak latarka
niezwykle z boku podobny do Dustina Hoffmana w Absolwencie
wczoraj ogolony mężczyzna, chłopiec nienormalny wśród
wracających z technikum samochodowego tramwajem.
(Dawniej liczył zadania do dwudziestu, teraz widzę
że wszystko już zapomniał.)
O szóstej nad ranem mój pociąg
wyruszył z miejsca zamieszkania
o trzynastej sprzedawczyni w sklepie z nabiałem
wytłumaczyła mi istotę naturalnych jogurtów
że duży jest duży a mały jest mały.
Gdzieś tam śniłem o ojcu, jak uciekamy razem
o kartce którą znaleźliśmy na pustym placu,
wśród poustawianych w zagrodzie królików
zdarzył się bezuchy kot a mój ojciec powiedział
DLACZEGO MUSI NAS BYĆ AŻ DWÓCH.
Przypomniałem sobie poranną karuzelę i wniosek
że nasze rzeczy działają jak chmury
pierwsza poważna filozofia dzieci leżących na
wybrzuszonej trawie,
i że matka w berecie i płaszczu zgarbiona jak wdowa
kiedy jej głupawy syn wędrował po tramwaju
jak po parowcu w sztorm, powiedziała
MÓWIŁAM CI TRZYMAJ SIĘ, ALBERCIE
i że to jak na razie najwięcej wyjaśnia.
życie przed śmiercią
wczoraj M poszła na film który jej poleciłem
mimo że w tym kinie stare krzesła jej przeszkadzają
poszedłem do R wróciłem czytałem w wannie
muszę kupić kawę ale nie muszę kupować herbaty
kąpałem się w pianie od M
jest jedenasta o jedenastej dwadzieścia
wyłączyłem kapustę
wczoraj przyszedł W akurat jadłem
podobno K rzuciła A wczoraj w nocy
powiedziała że jest głupia ale już nigdy do niego nie wróci
kto powiedział że się ociepliło
wiatr się ruszył nieprzyjemnie
taksówkarz powiedział wczoraj
pierwszy kurs rano płacząca dziewczyna na Kopernika
z Kopernika na ziębicką z ziębickiej na rusa z rusa
kogoś z automatu na czecha na dworzec zachodni stamtąd
kurs na śmiałego za śmiałego przez chrobrego na powstań
narodowych pół godziny nic potem kurs z głogowskiej na
ratajczaka do kina wilda stamtąd na
jeleniogórską potem na ścinawską potem ze żmigrodzkiej
na bema a z bema na dworzec główny
wczoraj poszedłem do A z którym poszliśmy do Ł
u którego był już R A dzwonił kilka razy do K
jednak bezskutecznie przy okazji zadzwoniłem do M
która widziała film nudny ale ze znakomitymi zdjęciami
później pojechaliśmy do grinpabu gdzie był D
musiałem wracać bo jeszcze przed wyjściem do A
obiecałem sobie jutro wstanę wcześnie
wczoraj wstałem wcześnie
Nie lubię mężczyzn
To ja, człowieczek z drogowego znaku
„przejście dla pieszych” i czerwony ludzik
czekający na okazję, lub zielony,
który zgarnia całą pulę.
Jasnowidz, który wie, jak być powinno,
Król strzelców, który mówi „powinien
strzelać z pierwszej piłki i byłby królem”.
Mistrz szybkości, mistrz ruchu ulicznego,
który tutaj by postawił światła,
tam zrobił dwupasmówkę, a tu przekroczył
dozwoloną prędkość jeszcze bardziej.
Chciałoby się powiedzieć,
kotku, tobie przynoszą szczęście kominiarze,
a ja przynoszę szczęście sobie sam.
„Zostań świętym”,
a moje słowa to nie moja wina, i rozstajemy się
pędząc na grzbietach czarnych i białych kocurów.
Chciałoby się powiedzieć,
„mnie tu nie ma”,
jasnowidz, który wie czego chce i
jak się urządzić w przyszłości.
Po prostu czekam na swoje
zielone światło, dziecino.
Yeah.
Tom w 1999 roku wydał poznański „OBSERWATOR”.
1 Motyw taczki pojawił się, bo taczka stoi na jednym ze zdjęć do tomu autorstwa Sebastiana Butnego; to są poruszające zdjęcia. ^

Skomentuj
Musisz być zalogowany aby skomentować.