We śnie nie idzie o sen tylko o lunatykowanie
Adam Kaczanowski
Myślałem też o tytule notki: Śnienie, które nikomu się nie śniło. Albo, bardziej prostolinijnie: Mój sen o potędze Winsora McCay’a. Wtedy pierwsze zdanie brzmiałoby: Winsor McCay zaczął rysować historię komiksu od końca. Możliwe, że rozpędziłbym się wtedy aż do: Kto lubi MaCay’a, ten ma bycze jaja. W każdym razie notka powinna zawierać podstawowe informacje: Winsor McCay (ur. 1867 lub 1871, zm. 1934), amerykański rysownik, autor licznych serii komiksowych, takich jak nieprzetłumaczone na język polski: Little Nemo in Slumberland, Dream of the Rarebit Fiend, Tales of the Jungle Imps czy Little Sammy Sneeze. Potem powinno być coś w stylu: Zakładając, że Alicja w Krainie Czarów jest bardziej dla dziewczynek, komiksy Winsora McCay’a są Alicją w Krainie Czarów w wersji bardziej dla chłopców. Powinno znaleźć się też tutaj zastrzeżenie, że z reguły nie ufam opisywaczom snów, uważając, że zbyt często idą oni na łatwiznę. Tymczasem dwie pierwsze z wymienionych serii robią w snach. Pierwszej postanowiłem dopisać kolejne odcinki. Drugą wziąłem na dostawkę.
ak
Slumberland
(dalsze przygody Małego Nemo w Muzeum Koszmaru)
[6] Święty Mikołaj musiał tak stać nad nim już od dłuższego czasu, bo pierwsze, co zauważył na jego twarzy, to lekkie poirytowanie czy nawet zniechęcenie.
– Wracam do Lodowego Pałacu, Slumberland jest po drodze, zabierasz się ze mną? — z jego tonu można było wywnioskować, że powtarza tę propozycję po raz wtóry.
– Uhm… — przytaknął, jeszcze nie do końca rozbudzony. Przyjrzał się dokładnie Mikołajowi. Granatowy kożuch z finezyjnymi wykończeniami, czapa, kalosze, puszysta biała broda. Święty nie miał rękawic, ze zdziwieniem rozpoznał jego dłonie, szczególnie prawą, z opuchniętymi, wykręconymi przez reumatyzm palcami.
– Tato? Przebrałeś się za Mikołaja? — zapytał, siadając na łóżku.
– A co? Nie wiedziałeś? Myślałem, że się domyślasz… Szybko, wstawaj, mamy mało czasu. Sanie schowałem w piwnicy, chodź już — ponaglił go gestem.
– Tak w piżamie? Przemarznę na kość — zaoponował.
– Coś się w worku znajdzie, teraz nie ma czasu — Święty Mikołaj był już na korytarzu.
Pobiegł za nim na bosaka, dogonił na schodach. Mikołaj akurat zatrzymał się, jakoś skurczył w sobie, zakaszlał. Rozpoznał ten kaszel.
– Dziadku? To ty? Pamiętałeś o pigułkach? — ze zmartwieniem przyjrzał się starej twarzy Mikołaja.
– Ekhm — dziadek odchrząknął, zebrał w sobie, wyprostował. Jego wzrok na powrót stał się jasny, w oku pojawił się błysk — Tego… To tam pierdoły… Wracam do swojej Lodowej Nory na Biegunie Północnym, sanie czekają na dole, chodź, będziesz miał po drodze do Slumberlandu.
Zeszli razem do drzwi piwnicy. Były zamknięte na klucz. Święty Mikołaj mruknął niezadowolony.
– Twoja babka to stara krowa, niestety. W jej mózgu pływa kefir… Ehem… Ehem! — znowu rozkaszlał się, wyciągając z kieszeni wielki pęk kluczy — Nie zabrałem okularów, weź ty — poprosił, by znalazł właściwy, podał mu klucze. Zadanie było trudne, żaden nie wydawał się znajomy.
Zajęty próbami otworzenia drzwi nie zauważył nadejścia psa. Usłyszał jego warczenie za plecami.
– Ministrant! Spokój! To dziadek, nie poznajesz dziadka? — upomniał go, widząc, że szczerzy kły na widok Świętego Mikołaja.
– Ministrant? Tylko twoja mama mogła tak nazwać psa… Ehem! Ehem!… Kiedy twój ojciec… Ekh!… No, racja, twoja matka to niezła jałóweczka… Ehem! Ale w głowie ma tylko bitą śmietanę… Urumm… Pamiętaj… — Mikołaj poprawił swoją futrzaną czapę. Pies odszedł, najwyraźniej uspokojony. Zamek w drzwiach ustąpił.
Mikołaj postukał laską w jego plecy, dając do zrozumienia, że ma mu zrobić przejście, idzie pierwszy.
– Laska pradziadka? — ze zdziwieniem przyjrzał się najpierw jej, a potem przygarbionej posturze Świętego — Pradziadku, to ty? Staruszek tylko kiwnął głową.
– Mruki, wnuki, sruki — mruknął niewyraźnie pod nosem.
– Co mówisz? — pomyślał, że to chyba nie najlepszy pomysł, by Mikołaj opuszczał dom, pradziadek może się przecież zgubić.
– A kto pyta? — Mikołaj odpowiedział pytaniem na pytanie. Jego spojrzenie było obce, pełne podejrzliwości. Zrobił niepewny krok, stracił równowagę i runął w dół schodów.

[7] Usłyszał szepty dochodzące z korytarza i otworzył oczy. Po drugiej stronie drzwi kobiety prowadziły rozmowę.
– …biedactwo… Pochowają go na królewskim cmentarzu w Slumberlandzie, na życzenie Księżniczki…
– …która go opłakuje… która bez niego żyć nie chce…
– …orszak pogrzebowy ruszy stąd… na życzenie Księżniczki… i zatrzyma się dopiero tam…
– …w Slumberlandzie… gdzie ona go opłakuje…
– …taki długi będzie orszak…
– Wchodzimy? Najwyższa pora go przygotować…
– …przyozdobić… na życzenie Księżniczki…
Pogrzeb w Slumberlandzie? Pomyślał, że to doskonała okazja. Tylko jak dołączyć do orszaku? Czy trzeba mieć zaproszenie? Galowy strój? Kiedy zastanawiał się nad tym wszystkim, drzwi do jego sypialni delikatnie otworzyły się. W pierwszym odruchu zamknął oczy.
– …leży… biedak… zupełnie bez ruchu… – szepnęła kobieta. Usłyszał jej kroki na dywanie, szła ostrożnie, jakby bała się go zbudzić.
– …jakie spokojne oblicze… — szepnął drugi głos. Kobiety zbliżyły się do niego, poczuł, że stoją tuż nad nim. Trzymał cały czas oczy zamknięte, nie ruszał się, udając, że śpi. Poczuł muśnięcie na policzku. Kobieta pocałowała go?
– …piękny…
– …był tak blisko… — kobiece ręce pogładziły go po głowie, poprawiły kosmyk włosów.
– …ja biorę usta…
– …a ja policzki…
Już chciał otworzyć oczy i zaprotestować, gdy poczuł dotyk szminki na swoich ustach. Powstrzymał się.
– …na życzenie Księżniczki…
Delikatne pacnięcia gąbki, puder rozprowadzany na policzkach.
– …piękny pogrzeb…
– …najpiękniejszy… orszak aż do Slumberlandu…
To jego chcą pochować? — przemknęło mu przez myśl. Chciał zaprotestować, ale… Może to najlepszy sposób, by dostać się do Slumberlandu? Usłyszał kroki wielu stóp, to musiał być prawdziwy tłum. Stęknięcie…
– …piękna trumna… najpiękniejsza… na życzenie Księżniczki Slumberlandu…
Wiele rąk podniosło go i przełożyło w inne miejsce, nie do łóżka, raczej do drewnianej skrzyni. Usłyszał westchnienie, wiele westchnień. I nagle bzyk, ciche bzyczenie. Podniesiono go razem z trumną. Zaswędział go nos.
– …na życzenie Księżniczki… złoty garnitur i srebrne rękawiczki…
Coś siedziało mu na nosie, drażniło. Czuł, że wynoszą go z sypialni, powinni być już na korytarzu. Lekkie zachwianie, schody. Swędzenie stawało się nie do wytrzymania. Otworzył oczy i zobaczył pszczołę. Zerwał się, przestraszony.
– Aaaaa! Duch!!!! Śmierć!!!!! — wokół niego powstał potworny harmider, ubrani na galowo ludzie krzyczeli, potykali się, przewracali. Rzucili trumnę, runął z nią w dół schodów.

[8] — Lubisz toffi? Mam najlepsze — uśmiechnęła się. Pochylała się nad nim, jej twarz była tuż nad jego, prawie dotykali się nosami. Nie pamiętał kiedy zasnął, ani kiedy dokładnie się obudził. Chwilę temu?
– Lubię… Ale potem muszę myć zęby — odpowiedział, odbierając od niej prezent, cukierka w brązowym papierku.
– Mordoklejki… Będziesz musiał mnie bronić przed smakoszami — spoważniała.
– Co? — spojrzał na nią zdziwiony. Wyprostowała się, usiadła na łóżku po turecku.
– Co, co? Zaprowadzę cię do Slumberlandu. Ale jestem Cukierkową Dziewczyną i wielu ma na mnie chrapkę… Rozumiesz… — zrobiła słodką minkę — Mam kostki o smaku toffi… — wskazała na swoje stopy — …i marcepanowe paznokcie — podkreśliła.
– Jest ciepło czy zimno? — usiadł, rozejrzał się po pokoju, szukając rzeczy.
Wzruszyła ramionami.
– Będziemy szli przez piwnicę, to najpewniejsza droga — poinformowała go.
– Czyli ubrudzimy się — doszedł do wniosku, że trzeba ubrać coś ciemnego.
– Oj, oj, oj! — Cukiereczek krzyknęła, zerwała się na nogi wskazując coś na suficie.
– Pszczoła — też ją zauważył.
– Zabij ją proszę! Błagam! — dziewczynka była przerażona. Ze strachu zaczęła obgryzać swoje marcepanowe paznokcie. Pszczoła krążyła pod sufitem, nie sposób było jej tam dosięgnąć.
– Jak nie będziesz panikowała, to nic ci nie zrobi — pocieszył Cukiereczka i podszedł do szafy.
– Tobie łatwo powiedzieć! — pisnęła.
Drewniana figura ukryta w szafie miała na sobie czarną szatę, starą i wypłowiałą, idealną na wyprawę do piwnicy.
– Świetny pomysł — ucieszył się. Założył na siebie czarne ubranie, pasowało jak ulał. Obrócił się, zaprezentować strój dziewczynce — Odgryzłaś sobie palce do połowy! — zauważył, zszokowany.
– To przez ciebie! — jęknęła. Pszczoła musiała schować się gdzieś za szafą, nie było jej widać. Mimo to Cukiereczek leżała na łóżku, kryjąc głowę w ramionach.
– Chodź… – złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.
Drzwi do piwnicy były otwarte. Przycisnął włącznik światła, ale to nie zapaliło się.
– Żarówka musiała się przepalić… Wiem, gdzie jest latarka, chodź… — poprowadził ją po schodach, wprowadzając w ciemność.
– Szczury… Pająki… – Cukiereczek była na granicy płaczu.
– Eee tam… Szczury nie lubią słodkiego… A pająki nie gryzą, gryzą tylko ich samice — uspokajał ją, idąc pewnie przed siebie.
– Nie wiesz, co to znaczy, gdy wszyscy patrzą na ciebie jak na łakomy kąsek — nastrój Cukiereczkowi wcale się nie poprawił.
– O, to powinno być tutaj… — wyczuł pod palcami regał, na którym zawsze leżała latarka. Zaczął szperać po półkach — O… Znalazłem tabliczkę czekolady! — ucieszył się. Towarzystwo Cukiereczka zrobiło mu apetyt na słodkie. Wgryzł się w czekoladę, zrobił dwa porządne kęsy. Drugą ręką trafił w końcu na latarkę. Włączył ją i skierował snop światła na dziewczynkę. Stała przed nim zrozpaczona, pozbawiona połowy swojej czekoladowej twarzy.
– Nigdzie nie idę… — chlipnęła.
Cdn.3
1 Sennik Winsora McCay’a na podstawie Dream of the Rarebit Fiend (gdzieś spomiędzy sierpnia 1904 a września 1906). ^
2 Sennik Winsora McCay’a na podstawie Dream of the Rarebit Fiend (gdzieś spomiędzy 1904 a 1914 roku). ^
3 Odcinki 1-5 zamieściła Rita Baum w kwietniowym wydaniu on-line; odcinki 9-1000 w przygotowaniu. ^
Illustrations by courtesy of Checker Book Publishing Group. Thanks!
