Dominik Bielicki — „Gruba tańczy”
Cyc Gada
Otworzyć drzwi. Wejść do kuchni. Rozejrzeć się. Jeśli pod stołem chrząknie karzeł, jeśli zacznie mówić: „Jaka jest kuchnia, każdy widzi. Każdy ma taką kuchnię, na jaką zasłużył. Z dwojga złego…”, kazać mu się zamknąć. Po czym rozejrzeć się na spokojnie. Zapamiętać położenie przedmiotów. Brać do ręki rondel, nóż, patelnię. To, co u siebie. Użyć ich. Zrobić sobie obiad. Usiąść i jeść, pamiętając o miejscach, w których leżały. Po konsumpcji pozmywać. Poodkładać. Wyjść po cichu. Wrócić po latach, czynności powtórzyć.
tsz
Minerał
Gdy uznać za oddalone tartak i wodospad,
okaże się, że w niektóre miejsca jest dalej na skróty;
z drugiej strony, gdy przyjąć, że przez szynk nad groble
jest nie po drodze, rypnie się tamto i kto wie, czy
nie będziemy zarazem w tartaku i w szynku.
Swoje życie przywiozłaś w plecaku, niosłaś
w tornistrze, żaby czaiły się w trawie do skoku.
A ja — czym się zajmowałem? Przemierzałem place,
piłem w szynku, marzyłem o córce cieśli,
wychodziłem z twojego życia do drugiego pokoju
podlać kaktus, przestawić minerał na półce.
Co mogłaś, gdy krążyłem między tartakiem a groblą,
ty ze swą wiarą w odległość, mająca w zanadrzu
urodę, gniew, awantury, lecz coraz mniej sił do mnie?
W ciemnościach ten minerał świecił się, przybliżał.
Lato Kamili
Kamila opowiada mi, jak kiedyś
chciała pisać powieść.
Wypisałam sobie z książki
telefonicznej, mówi Kamila,
imiona i nazwiska, i wzięłam mapę,
i wypisałam sobie nazwy miejscowości,
w których będą żyli. Lecz to było za mało.
Nic się nie kleiło.
Więc odłożyła długopis,
a za oknem lato.
I była całkiem sama,
Kamila.
[Tej nocy…]
Tej nocy to już się zaczęło. Był huk, a gdy
podeszłam do okna, inwalida z parteru
mknął w gwiezdną dal na swoim wózku;
a gdy się obudziłam, oni już tam byli
w aucie z napisem. Szukałam okularów.
Powiedzieli — nabierzcie wody! — aż zamigotało,
coś podważyli i stali w półkolu jak nad grobem,
a mój świętej pamięci niemal znów się mylił,
że to rura, rura. Jednak nabrałam wody
do miednicy, cebra i butelki po mleku.
Do wiadra nie nabrałam wody, tylko syk.
Kto biegł po schodach w ciężkich butach?
Zdążyłam ujrzeć plecy. Zmieniłam kapcie
i szłam do mojej palmy z butelką po mleku.
Faktura tła
Ma na sobie drelich zachlapany olejną,
rozklapane trampki, czapeczkę z gazety.
Jest jak jego praca. Przechodzą
przez niego.
– Mój syn, filozof uniwersytecki — przedstawia
pani profesor ASP kuratorowi wystawy
młodzieńca w złości dźwigającego jej ciężkie
abstrakcje z samochodu.
– Tą instalacją wyrażam relacje przestrzenne –
rzecze inny profesor o czymś z blachy i drewna;
następnie żąda kołka w określonym punkcie
sufitu, upatrzonym z podłogi.
Strzela z miarki. Obraca wykałaczkę w zębach.
Chwila luzu. Wzrok obojętnie omiata większy format.
Ręka sprawdza, czy trzon siedzi ciasno w młotku.
Czy ostrza przecinaka do drutu schodzą się równo.
Stare szmaty
Wzmocniono parkan, furtkom wprawiono uszy.
Wszyscy czujni. Wkopano znak zakazu, zasiano kolczasty drut.
Jest więcej nietutejszych i jest w nich
niezdrowa determinacja; i właśnie dlatego szlaban
porusza się jak lufa armaty broniąc dostępu na parking.
Podwórka już nie ma, daremnie skradasz się wzdłuż garażu.
Błagam, nie próbuj czmychnąć za słup, nie filuj zza tego załomu.
Dołem, pod siatką, a potem w malwy – to było dobre, ale dawno
mają cię z tamtych okien. Chodź ze mną, przyszedłem cię zabrać.
Dziękujemy warszawskiemu SDK-owi i autorowi za możliwość prezentacji książki
Komentarze (1) do “Dominik Bielicki — „Gruba tańczy””
Skomentuj
Musisz być zalogowany aby skomentować.

gosia dobosz stwierdził(a):
Tom ten jest moim fanem, chodzi za mną.
Wysłany 19-09-2008 o 10:42 | Permalink